Uff. Człowiek nie miał czasu przysiąść do Was przez dwa dni i już myślałam, że nie dam rady nadrobić głównego. Wybaczcie jeśli kogoś pominę, ale trochę tego za dużo i przeleciałam po łebkach.
Ja tak kiedyś miałam biegunkę bez żadnego konkretnego powodu. Też się bałam, że to oczyszczanie przed porodem, ale na szczęście przeszło.
Ja w pierwszej ciąży kupiłam same tanie (chyba 3 sztuki). Po porodzie jedna od razu poszła do śmieci, a tych 2 używałam jeszcze długo i żadna się jakoś nie zaplamiła. Spałam w nich jeszcze długo po tym jak skończyłam karmić. No ale ja generalnie uwielbiam spać w koszulach. Wolę niż w pidżamie. Teraz mama kupiła mi jedną taką z tych tańszych, ale trochę nie doceniła moich gabarytów i już się w nią nie zmieszczę. Będzie jak trochę dojdę do formy po porodzie. Ja teraz kupiłam sobie 2 takie ciut ładniejsze (kosztowały niecałe 50 zł od sztuki). Chodzę w nich już teraz. Są bardzo wygodne i na dodatek mój D stwierdził, że seksownie w nich wyglądam. Do porodu mi ich trochę szkoda, więc kupię sobie pewnie jeszcze ze 2 takie tańsze, ale w rozmiarze większym niż ta od mamy. Tym sposobem będę miała 5. Nie uważam, żeby to było za dużo.
No ja sobie ostatnio zamówiłam xl i jak mi przyszły, to się trochę załamałam, bo wydaje mi się, że będą małe...
Bezpośrednio po samym porodzie w szpitalu nawet siateczkowych zabraniali, bo trzeba się było wietrzyć i się chodziło trzymając podkład między nogami. A potem w domu siateczkowe sprawdziły mi się jak najbardziej.
Straszna historia z tą koleżanką. Mam nadzieję, że jednak pojawi się w poniedziałek.
Ja piję, tak jak przed ciążą, lekko gazowaną wodę. Całkiem odgazowanej nie przełknę. Colę też mi się zdarza od czasu do czasu, ale raczej rzadko.
Kiedyś sprawiłam mojej babci kota, żeby się nie czuła samotna. To był przemiły kociak, ale i pierońsko złośliwy. W babci stało zabytkowe pianino, tuż po renowacji. No i kot miał powiedziane, że nie wolno włazić na pianino. Noc to nie pomagało i żeby jakoś ochronić to pianino, zanim nie wymyśli się lepszego sposobu, zostało przykryte folią. No i kot wiedząc jak dopiec właził na inne meble, rozpędzał się na nich i skakał na pianino jadąc po nim na folii. Patrzył przy tym na domowników i człowiek mógłby przysiąc, że miał szyderczy wyraz mordki. Poza tym ponieważ kot przeszkadzał babci we śnie, na noc zamykała go w innym pokoju (oczywiście dawała mu kuwetę, picie itd. Po jakimś czasie w pokoju zaczęło potwornie cuchnąć. Nie mogliśmy zlokalizować o co chodzi. Dopiero któregoś dnia otwierając wersalkę odkryliśmy, że kot właził do niej, żeby w pojemniku na pościel zrobić kupę. Nie chciał być zamykany w innym pokoju i tyle i potrafił się za to odegrać.
Ja nie wiem czy wyprasuję. Zobaczymy, czy będę miała wenę. Ale jeśli już to i tak tylko przed pierwszym użyciem. Potem już nie zamierzam.
To się nazywa przewód Bottala i ponoć u wcześniaków bardzo często jest problem z jego zamknięciem. A skoro to takie częste zjawisko, to lekarze na pewno doskonale wiedzą jak to naprawić i taki zabieg to dla nich rutyna, więc Maciuś będzie w dobrych rękach.
Mnie się też czasami wydaje, że mojego inaczej czuję, że się przekręcił z tego położenia główkowego. Aż ostatnio stwierdziłam, że monitorem tętna sprawdzę gdzie jest serduszko. Okazuje się, że było tam gdzie poprzednio i młody wciąż jest ułożony główkowo.
Otóż to. Myślę, że taka zabawa byłaby trochę nie na miejscu. Zresztą nie byłaby sprawiedliwa dla tych, które mają terminy na końcówkę grudnia...
I jak się czujesz?
Miałam takie wrażenie przez jakiś czas, ale teraz wydaje mi się, że jest lepiej.
Kciuki zaciśnięte. Mam nadzieję, że nic niedobrego.
Też tak miałam i też jest ostatnio trochę lepiej.
Nie stresuj się. W pierwszej ciąży brzuch nie opadł mi do samego porodu. Za to pamiętam jak się moja koleżanka schizowała koło 7-8 miesiąca, że brzuch jej opadł, a potem spokojnie donosiła do terminu.
Mnie też co chwilę coś dolega. Ostatnio miałam jakieś takie dziwne kłucia jakby po części w pochwie, a po części w układzie moczowym, tak jakby mi tam gdzieś młody ręką coś próbował wyciągnąć. Dziś z kolei bardziej boli mnie kręgosłup, bo w związku z tym, że synek przeziębiony, to od kataru ma biegunkę i moje plecy buntują się przeciwko kilkukrotnemu wsadzaniu młodego do wanny. Przedźwigałam się. Dziś mój D wpadl na pomysł, żebym od listopada wzięła panią do pomocy przy synku i przy ogarnianiu domu, bo ja już nie wyrabiam. Jak tylko coś zaczynam robić, to mi kręgosłup wysiada. Potem ta pani zostałaby po porodzie do pomocy przy obu dzieciakach. Nie bardzo wiem co o ty myśleć, bo to jednak kosztuje. No ale z drugiej strony ja już ledwie wyrabiam chwilami, a jeśli mój D twierdzi, że od listopada będzie nas na to stać, to może warto. Nie wiem tylko gdzie takiej osoby szukać. Może się zarejestruję na niania.pl
A tak w ogóle to mój D dziś roztrzepany. Byliśmy wczoraj rano na pobieraniu krwi mojej i małego, bo oboje w poniedziałek mamy wizyty. ja u gin, a młody u gastrologa. No i dzwonię dziś do D, że jak będzie wracał z pracy, żeby po drodze odebrał wyniki moje i młodego. No i ten przyjeżdża i przywozi mi same wyniki młodego. Pytam się gdzie moje, a ten mi na to, że nie dosłyszał, że moje ma też odebrać. No kurcze, tak ciężko się było domyślić? przecież byliśmy razem na tych badaniach i przy nim pytałam o termin odbiuru jednych i drugich. Ech i teraz trzeba tam będzie bez sensu podjeżdżać drugi raz w poniedziałek przed lekarzami...