Wczoraj z nim próbowałam rozmawiać, to nawet udawał, że nie widzi, że ja płaczę :-(
I tak już nie potrafi beze mnie wytrzymać sam z małym - idę do sklepu (bo T nie pójdzie), to dzwoni bo aluś płacze i nie wi co robić! A kiedy jadł? A może chce pić? T w ogóle nie wie, co to znaczy USPOKAJAĆ dziecko - dla niego mały je, śpi, a jak nie śpi, to ma grzecznie leżeć i już! Jaksobie już idę na coś dłuższego, to albo zamawiam jego chrzestną albo dziadków :-( Smutno mi, że tak jest...Że ja odwalam czarną robotę, a on ma małego jak jest przewinięty i nakarmiony i w miarę spokojny; a jak się rozpłacze, to oddaje go mnie jak coś parzącego, bo ON NIE WIE CO ROBIĆ!!! Ja niedługo padnę, bo śpię różnie, a w dzień mały nie chce spać teraz za długo ehhh T musi odespać po pracy w weekend a moja praca trwa 24/ dobę, 7 dni w tygodniu i nie mogę odespać, bo przecież cały dzień jestem w domu! Nie mogę mieć czasu na chwilę spokoju, a koleżanki wpadają do mnie - mam najlepsze kumpele na świecie hehe, bo przyjdą i nawet małym się zajmą chwilę, a ja mam trochę luzu, żeby pogadać z nimi i poplotkować, ale od kiedy mały jest chory zapomniałam co to świerze powietrze