Cześć dziewczynki. Ja oczywiście w dwupaku, bo mi się narazie nie spieszy

Widzę że doszły nam kolejne dzieciaczki. No właśnie
Sergi, Jos nas zostawiła i teraz my musimy się razem trzymać.


Dziewczyny, nie martwcie się że nie chodziłyście do SR i nie umiecie oddychać. Ja też nigdy nie chodziłam, a przy drugim porodzie (nie pamiętam jak było przy pierwszym) położna po ludzku mi wytłumaczyła jak oddychać, a więc:
nabieramy powietrze nosem jednocześnie wypychając brzuszek do góry i wypuszczamy ustami i wtedy brzuszek wraca na swoje miejsce. Ot i wszystko. I tak jak już ktoś pisał nie krzyczcie, bo to pochłania trochę energii która jest b. potrzebna do parcia. przeć będziecie wiedziały jak bo praktycznie to jest tak silne że idzie samo, a my mamy tylko pomóc naturze.
A teraz o mojej Wikuni. Szwy zdjęte już wszsytkie, ale szyna jest nadal. Przeszczep w większości się przyjął, ale b. cienką warstwą:-(. To była gruba skórka przeszczepiona więc trochę za cienko się przyjęło. Zaczynają schodzić strupki i przez to dużo tam nie dało się zobaczyć. W czwartek kolejna wizyta i pewnie zaczniemy ćwiczyć paluszek, bo póki co nie może nim jeszcze ruszać. Dobra wiadomość to taka ,że rokowania są dobre, ale to niestety potrwa. Wydawałoby się że ot taki przeszczep trochę skóry, przecież to nie jakiś narząd, a jednak wymaga ciągłej kontroli i szczególnej ostrożności. Ja pewnie już urodzę, a mąż będzie z nią nadal jeździł na opatrunki, no ale co zrobić, jak dziecko ma taką matkę.