Haha,
Inka, nie zauważyłam, że dałam taki sam podpis pod ząbkowym suwaczkiem

Zwykły plagiat
Phelania, wierzę, że trudno się powstrzymać przed braniem Alanka na ręce, ale staraj się to ograniczać przynajmniej do końca 12-stego tygodnia :*
Sosnowiczanka, a może spróbuj innego smaku kaszki (niekoniecznie czekoladowego). Dzieci miewają dziwne upodobania. U nas kaszka malinowa i truskawkowa trafiły do kosza, ale za to łyżeczkę lub 2 jabłkowej można dodać do nocnego mleczka i jest jak najbardziej ok. Emilek łaskawie zje czasem nawet odrobinkę takiej gęstej z miseczki, więc kwaskowaty to wyraźnie jej smak.
Pochwalę Wam się jeszcze jaka to jestem mądra i to pochwalę, to w ogromnym cudzysłowie. Miśka niedawno dorwała wieczorem mandarynkę i chciała ją zagryzać. Wiem że lubi kwaśne, więc stwierdziłam, że jak już ma gryźć to nie chemię z wierzchu, ale miąższ. Odcięłam małe kółko i mała przystawiła pysia. Nie jadła, wykręcało ją, ale chyba zasysała sok, bo i tak się przystawiała. A na drugi dzień rano jej pieluszka bardzo śmierdziała. Przestraszyłam się, że ma jakąś infekcję i nie mogłam w pracy usiedzieć na miejscu kombinując, co jej się stało i skąd ten zapach. Aż w końcu przypomniałam sobie o mandarynce. Miała ją krótko przy buzi, ale jak napisałam wyżej, chyba napiła się soku i ten kwasior się nie strawił (później już się to nie powtórzyło). Tak więc przestrzegam, nie bierzcie ze mnie przykładu

U mnie to pewnie wynik tego, że cieszę się, jak mała interesuje się jedzeniem, ale trzeba było jednak pomyśleć :/