No i przywiało mi chmury od Was z Południa!!
Pada chyba nawet, mży!
Obleśnie

Ninka właśnie paraduje po domu w pantofelkach białych. Właśnie szukałam w szafie kreacji dla niej na jutrzejszą Komunię, na którą zabiera ją P.
Coś wymodziłam, znalazłam getry różowe z falbanami na pupie albo jeansy fioletowe i marynarkę różową. Zobaczymy

jak ją P wystroi.
Ja jutro do pracy, trochę się nie chce ale jak trzeba to trzeba i jak mówiłam, pogoda do dupy, normalnie wqrzona jestem...majówka taka byle jaka.
Muszę pozmywać, pościelić wyro, bo dziś spałam do 9:20...Ninka pozwoliła, za to w nocy wędrowała i piszczała przez sen..Może zęby-albo ta pogoda i dziecko mi mruczało..
Nina nie chce zdjąć pantofli. Wogle zauważyłam, że poszła w rodzinę P(żeńską część), ma nogę taką, że szok...Już może nawet nie tyle, że duża, bo w sam raz ale taka płetwa... placek. Ja mam malutką nóżkę, wąską, a dla Niny buta włożyć-pantofelka-to wyczyn.
Muszę jeszcze Murzynka upiec, bo się zachciało. I doprowadzić się do porządku, bo wyglądam jak wyjdź stąd i nie wracaj. Miłego dzionka!