Witajcie. Znowu nie wchodzę ostatnio :-( Nawet nie przeczytałam co pisałyście bo Miki mi lapka zamknął i musiałam się nim zająć. Dziś łobuz nie spał w dzień

więc miałam nie lekko. Oczywiście znowu jest chory i na inhalacjach. Wczoraj miał nawet temp ponad 39st

Dziś nie miał gorączki, ale nie wychodzimy z domu bo podobno zimno, a w piątek mamy badanie z potu w kierunku muko. Coraz więcej kaszle i nie wygląda mi to za ciekawie, ale póki co ratujemy się sami.
Starsze dziewczynki poprawiają oceny, bo podczas turnusu opuściły się w nauce.
Jeśli chodzi o mnie to ostatnio było tak sobie. w czwartek przed świętem zmarłych dostałam maila że znajomy miał wypadek i nie żyje . Mega szok. Znaliśmy się tylko z gierki na necie, ale mieliśmy wspólne tematy i fajnie się gadało. On od urodzenia na wózku. Rok temu miał operację na kręgosłup i zaczał chodzić, a tu... wracając z rehabilitacji potrącił go pijany kierowca...
Natomiast 3 dni temu rozmawiałam ze znajomym z chóru i pytam go o jego córki, a on że jedna miała brać ślub w lipcu, ale m-c przed ślubem utopiła się w Wiśle i do dziś nie znaleziono ciała

Za dużo emocji jak na jeden tydzień i to takich smutnych.
Trzymajcie kciuki za piątek. W sumie jestem pewna że będzie ok, ale przy refluksie też miałam pewność a tu... zonk.
Postaram się częściej pisać. Pozdrawiam was serdecznie ;-)