becia84
Fanka BB :)
Cześć dziewczynki,
cały dzień nadrabiam zaległości kilkudniowe. Przyznam, że nie dam rady wszystkim odpisać.
Gratuluję wszystkich dobrych wieści z USG i trzymam mocno kciuki, aby te troche niepokojące wieści były szybciutko rozwiane.
Jeśli chodzi o reakcje M to ja miałam prawdziwą przeprawę. Najpierw przez pierwszy miesiąc mój M tak się cieszył i wszystkim obwieszczał dobrą nowinę, że całe weekendy chodził nawiany. Potem jak zrobiłam aferę to często, jak tylko mógł wsiadał na motor i też go nie było po 5 godzin, tak jakby chciał nadrobić, bo przecież za rok już nie będzie takiej wolności. A ja wszystko sama, sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie, zakupy, spacery z psem... a on...kompletnie nic. Do tego jeszcze jak już zdarzyło się, że był w domu to ciągle wlepiał się w kompa (czyli tak jakby go nie było). Był ze mną 2 razy na USG i to chyba były jakieś takie malutkie olśnienia dla niego. Dopiero jak brzuszek zaczął się pokazywać to tak jakby "widzi" że jestem w ciąży i nie muszę tego udowadniać. No i poczuł parę razy kopniaki. Ale fakt: mężczyźni nie przeżywają tego tak jak kobiety.
Z seksem bywa różnie. I trymestr mieliśmy zakaz, potem nadal było trochę strachu i ostrożności, później była odrobina szaleństwa, a jak brzuszek się zaokrąglił to jakby M rzadziej ma ochotę, a mi to jakoś nieszczególnie przeszkadza. Przed ciążą dosyć często fikaliśmy, a teraz jest tak 50% tego co było.
Jeśli chodzi o poród to M nie chce być, ja próbuję go namówić, żeby był przy mnie chociaż zanim się akcja na dobre nie rozkręci. Dziewczyny, które rodziły ostatnio mówią, że to duża pomoc. A samego porodu oglądać nie musi. Jak mi powie, że absolutnie nie (aktualnie się zastanawia) to wezmę koleżankę, która zaoferowała mi swoją pomoc.
A tak ogólnie to ostatnio mam sufit. Mój M zakupił mi pół świniaka (tzn. dla nas i dla teściowej) no i 2 dni z teściową walczyłyśmy, żeby to wszystko podzielić, poporcjować i wogóle. Wczoraj już padałam na pysk. Nawet dzisiaj rano jeszcze byłam zmęczona
No a od dzisiaj goszczę u nas na wakacjach młodszego 13-letniego brata mojego M. Mam nadzieję,że odrobinę mi pomoże porobić różne np. porządki.
Miłego wieczorku brzuchatki
)
cały dzień nadrabiam zaległości kilkudniowe. Przyznam, że nie dam rady wszystkim odpisać.
Gratuluję wszystkich dobrych wieści z USG i trzymam mocno kciuki, aby te troche niepokojące wieści były szybciutko rozwiane.
Jeśli chodzi o reakcje M to ja miałam prawdziwą przeprawę. Najpierw przez pierwszy miesiąc mój M tak się cieszył i wszystkim obwieszczał dobrą nowinę, że całe weekendy chodził nawiany. Potem jak zrobiłam aferę to często, jak tylko mógł wsiadał na motor i też go nie było po 5 godzin, tak jakby chciał nadrobić, bo przecież za rok już nie będzie takiej wolności. A ja wszystko sama, sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie, zakupy, spacery z psem... a on...kompletnie nic. Do tego jeszcze jak już zdarzyło się, że był w domu to ciągle wlepiał się w kompa (czyli tak jakby go nie było). Był ze mną 2 razy na USG i to chyba były jakieś takie malutkie olśnienia dla niego. Dopiero jak brzuszek zaczął się pokazywać to tak jakby "widzi" że jestem w ciąży i nie muszę tego udowadniać. No i poczuł parę razy kopniaki. Ale fakt: mężczyźni nie przeżywają tego tak jak kobiety.
Z seksem bywa różnie. I trymestr mieliśmy zakaz, potem nadal było trochę strachu i ostrożności, później była odrobina szaleństwa, a jak brzuszek się zaokrąglił to jakby M rzadziej ma ochotę, a mi to jakoś nieszczególnie przeszkadza. Przed ciążą dosyć często fikaliśmy, a teraz jest tak 50% tego co było.
Jeśli chodzi o poród to M nie chce być, ja próbuję go namówić, żeby był przy mnie chociaż zanim się akcja na dobre nie rozkręci. Dziewczyny, które rodziły ostatnio mówią, że to duża pomoc. A samego porodu oglądać nie musi. Jak mi powie, że absolutnie nie (aktualnie się zastanawia) to wezmę koleżankę, która zaoferowała mi swoją pomoc.
A tak ogólnie to ostatnio mam sufit. Mój M zakupił mi pół świniaka (tzn. dla nas i dla teściowej) no i 2 dni z teściową walczyłyśmy, żeby to wszystko podzielić, poporcjować i wogóle. Wczoraj już padałam na pysk. Nawet dzisiaj rano jeszcze byłam zmęczona
Miłego wieczorku brzuchatki
To On wyciągnął mnie do sklepu na pierwsze ubrankowe zakupy, żeby przełamać zabobony i zagrać na nosie pechowi (wiadomo, niby nie powinno się nic kupować za szybko...
). Codziennie wieczorem rozmawia z Bejbikiem, jak jest w pracy i dzwoni na przerwie to pyta co u NAS i każe mi, żebym rozmawiała z brzuszkiem, że "tatuś kocha i już niedługo wróci z pracy to się przywita ze Szkrabem". Rano dostajemy buziaka "przez sen", kiedy G. wychodzi do pracy - ja i brzuszek... Widzę, że się cieszy, że Mu zależy nawet mimo tego, że czasami nie docierało do Niego że pod serduszkiem ktoś u mnie zamieszkał. Na dobre dotarło podczas usg w 12 tygodniu, kiedy na monitorze zobaczył rączki, nóżki, ludzki profil i pełne energii Maleństwo. Dziecko, człowieka, a nie tylko małą "perełkę" wielkości ziarnka piasku ;-) Co do porodu miał moment zawahania, ale ostatecznie stwierdził, że nie wyobraża sobie żeby podczas porodu miało Go przy mnie nie być. Ja też sobie tego nie wyobrażam 
ale może i nasi Panowie dorosną i bardziej zaangażują się w życie rodziny
liczę na przełom, jak Aleksy zacznie kopać, może wtedy skopie co nieco Tatusiowi i ten się obudzi, uświadomi, że to nie sen 