ja wam cos napisze. Jak Nicolette byla mala i czytalam o metodach zostawiania dzieci na chwile zeby plakaly same w lozeczku to mnie przerazaly. Mowilam ze nie bylabym w stanie zrobic czegos takiego, ze dziecko mnie potrzebuje, ze czuje sie porzucone itd. Z biegiem czasu przychodzi jednak taki moment, gdy zdajemy sobie sprawe z tego, jak dzieci (nawet takie 5-cio miesieczne) potrafia nami manipulowac. To my mamy narzucac im przyzwyczajenia. One tylko chca tego, co najbardziej im odpowiada np bujanie, spiewanie i skakanie na jednej nodze w jednym czasie z trzymaniem butelki w jednej rece a druga glaszczac je po glowce, bo wtedy tylko zasypia. Otoz nie! Dzieci przystosowuja sie bardzo szybko do zmian jakie im narzucimy i wystarczy kilka dni rutyny aby przekonac je, ze nowa metoda jest lepsza dla nich i dla nas. Ja z uplywem czasu caly czas wprowadzam jakies nowe metody bo moja coreczka jest coraz starsza i wymaga innych rzeczy, ale staram sie robic tak, jak mi odpowiada (oczywiscie nie wyrzadzajac jakiejs krzywdy moralnej swojemu dziecku). Nie czuje sie przez to pokrzywdzona, tylko rozumie bardzo dobrze o co mi chodzi mowiac: poloz sie w lozeczku. Czasami krzyczy i prostestuje, nawet wali glowa o szczebelki zeby wymusic wziecie ja na rece, ale wystarczy zignorowanie takiego zachowania i w momencie akceptuje moja prosbe.
Moze nie kazda sie ze mna zgodzi, ale ja bylam juz tak wykonczona noszeniem 10 kilogramowej panny na rekach, bujania jej i glaskania godzine, po czym zasypiala i gdy sie budzila oczekiwala dokladnie tego samego. Sa momenty zwatpienia, sa momenty ze chce sie plakac i gdy sie ryczy na caly glos razem z dzieckiem, ale na prawde konsekwencja i upor dzialaja cuda.