Witam mamy wszystkich edukujących się maluchów

u nas już dawno edukacja przestała być nocnikowa, a stała się toaletowa. Właściwie dopiero to zadziałało - z nocnikiem walczyliśmy baaaardzo długo, aż po wielkanocy zrobiliśmy sobie kilkudniowy urlop w górach, nie zabierając nocnika. Olek momentalnie zaczął chodzić do toalety i wołać sisi

Od ponad miesiąca nie zakładamy też pieluszki na noc:-) (oczywiście nie obyło się bez wpadek, ale generalnie z pieluchami już koniec raz na zawsze)
Mam natomiast inny problem... mój synek w domu robi siusiu i kupę bez żadnych przeszkód, natomiast gdy gdziekolwiek wyjdziemy, namówienie go do sikania jest wręcz niemożliwe. Wcześniej chętnie siusiał np. pod drzewkiem w lesie, a teraz, kiedy widzimy, że już mu się chce, uporczywie zaprzecza na każde pytanie o siku i zaprowadzenie go w krzaczki graniczy z cudem, nie mówiąc już o ściągnięciu majtek... i tak trzyma i trzyma, aż w końcu np. zdenerwuje się czymś i nie wytrzyma (jedne buty już wylądowały w śmietniku...), albo upiera się, że dopiero w domu siusiu i mając już toaletę na horyzoncie też nie wytrzymuje już do końca (no bo kto by wytrzymał tyle czasu trzymając, nie mówiąc już o tym, że takie trzymanie wcale nie jest zdrowe...) Najgorzej było jak pod koniec lipca wracaliśmy z wakacji pociągiem około 8 godzin, i przez ten czas nie zrobił nic mimo picia - czekał do domu. Czasem gdy jakimś podstępem (pokazując kwiatki czy coś) uda mi się doprowadzić do ściągnięcia majtek w krzaczkach, to zrobi. Ale podstępy nie zawsze działają. Na dworzu zawsze zaprzeczy, choćby nawet już ledwo stał, a w domu idzie sam do toalety i nawet nie trzeba go pytać. Nie ruszam się z domu bez zapasowych majtek i spodenek, ale przede wszystkim martwi mnie to, jaki wpływ na jego zdrowie może mieć takie ciągłe przetrzymywanie moczu...

Może ktoś wyszedł już z powodzeniem z takiej sytuacji?..