dla mnie te opłaty za poród to koszmar jakiś jest
ja rodziłam z mężem, w osobnej sali, po porodzie przez dobę byłam sama potem położyli jeszcze dwie kobiety, w tym jedna to koleżanka z klatki obok i ze szkoły rodzenia

teraz przenieśli się już do nowego szpitala i są sale 2 osobowe i każda sala ma łazienkę więc luzik - i nie płaciłam nic, ani złamanego grosza,
znieczulenia nie chciałam, nawet nie wiem czy jest w naszym miasteczku taka możliwość ale jak przyszłam na izbę przyjęć to miałam 7 cm rozwarcia a zanim doszłam na górę zrobiło się 8 więc i tak by mi pewnie nie zdążyli podać
lekarz był przy mnie cały czas mimo że była niedziela, godziny wieczorne, nikt mu nie kazał, sam z siebie chciał być
położne do rany przyłóż, przyszły jeszcze dwie ze szkoły rodzenia, które miały dyżur na ginekologii, przecież nie musiały, chciały pocieszyć zobaczyć jak mi idzie, (już było po wszystkim)
pielęgniarki od noworodków też super, jak tylko dziecko zapłakało przychodziły, pytały czy w czymś pomóc, czy mama nie chce się przespać odpocząc, raz nawet oberwałam za to że małą noszę że nie powinnam się przemeczać itd... mam nadzieje że na gorsze nic się nie zmieniło przez te 3 lata...