Wiem dziewczyny,ja to przerabiałam i przez jakis czas to pomagało.Nawet sama pisałam na forum i radziłam tak innym.Teraz naprawdę nic już nie pomaga,mały ssie max 10 min i jest płacz,albo natychmiast po położeniu go na poduszkę do karmienia.Przedwczoraj jeszcze próbowałam w nocy go nakarmić jak był taki śpioszek zaspany i nie wiedział co się jeszcze dzieje i nie udało się,raz mu zabulgotało w brzuszku,zaczął przebierać nóżkami i od razu płacz.Wczoraj na dniu udało mi się go nakarmić raz,właściwie to się napił chyba tylko, bo jadł godzinę wcześniej,a cysia podalam bo miał czkawkę no i nie protestował wtedy.
Jeszcze wczoraj ryczałam strasznie...wisiałam z mamą na telefonie i z Chrzestną Krzysia i buczałam im do słuchawki - że takie trudne były początki karmienia(moja historia jest opisana gdzieś na początku tego wątku),że tyle mnie to kosztowało stresów,że tak walczyłam żeby bylo mleko itd...a teraz musze z tego już zrezygnować...W sumie tak zakładałam że będę karmić do pół roku max...ale myślałam że sama o tym zdecyduję.W każdym razie wczoraj wieczorem jak uśpiłam synka,spotkałam się z moimi koleżankami/przyjaciółkami (w tym 3 mamy) i doprowadziły mnie do porządku.Tak jak sugar pisała to jest moja decyzja i nikt za mnie jej nie podejmie,ale wsparcie i zrozumienie w tej kwestii było i jest dla mnie ważne,bo podeszłam do sprawy karmienia bardzo emocjonalnie.Nie spodziewałam się tego...Zdecydowałam,że póki mam mleko a mam nadzieję że będę je mieć do ukończenia przez małego 4 miesięcy - będę ściągać i dawać w butelce ile się da,reszta to modyfikowane.Po tym czasie daję sobie spokój.Wyryczałam wczoraj swoje,wyżaliłam się i wam i swoim dziewczynom i jest dobrze.Zrozumiałam,że dałam z siebie wszystko i nie mogę mieć do siebie żalu.Wiadomo,że troche szkoda,ale najważniejsze że niunio jest najedzony,szczęśliwy i nie boli go brzuszek.NO to się wygadałam,ciekawe czy ktoś to przeczyta hihihi
Aha - jeszcze raz bardzo dziękuję dziewczyny,że mnie trzymałyście na duchu,buziaczki :-)