Cześć Dziewczyny!
Ja znów zaliczyłam noc z cyklu "jechać na porodówkę czy nie". Tak od 00.15 do 5.30 miałam skurcze jak pieron, tylko nieregularne, ale nie żadne tam skurczyki, tylko takie, że siedziałam i wbijałam zęby w poduszkę. No i nad ranem cholery przeszły


wczoraj udało mi się "nabyć drogą kupna" (jak to mawiał dziadek) baldachim dla dziecka. To moja ostatnia ekstrawagancja ciążowa :-) postaram sie wrzucić jakieś fotki w odpowiednie miejsce.
Nie pamiętam, która pytała o L4 i macierzyńskie, ale mam nadzieję, że moja odpowiedź jeszcze się na coś przyda - ja miałam zwolnienie do wczoraj, czyli dzien po terminie. Gin był przekonany, że wystarczy ;-) no więc żeby nie brać już teraz wychowawczego, poszłam po kolejne L4 (na następne 7 dni). W praktyce wyglada to tak, ze jakbym się rozpakowała wcześniej, to po prostu do ZUSu musi trafić informacja o dniu narodzin, a do tego czasu będzie się liczyć zwolnienie. Także o ile się ma L4, to nie ma żadnego obowiazku, że po przekroczeniu 40 tyg, ciąży trzeba iść na macierzyńki.
Któraś też pisała o projekcie kuchni - sama mam ten problem, tj. muszę ją zaplanować i myślałam, że dam sobie radę "własnymi ręcami". Ale może faktycznie powierzyć to jakiemuś specjaliście? Jak któraś ma doświadczenie w tej kwestii, to niech sie podzieli ze mną, biednym przeterminowanym żuczkiem...
