Witam Was kwietniowe Mamusie...
bylismy pare dni nad morzem, zeby odreagowac stresy minionego tygodnia....wczoraj wrocilismy
Ale wam zazdroszcze tych wszystkich mdlosci i innych ciazowych dolegliwosci, pamietajcie, ze im bardziej je czujecie tym lepiej

to jest takie okropne uczucie jak nagle mdlosci przechodza, a piersi staja sie coraz mniej bolace i tkliwe...i ta diagnoza - ciaza obumarla....minal juz ponad tydzien, ale bol pozostal i to ciagle pytanie dlaczego??? dlaczego akurat ja, jestem przeciez mloda, zdrowa, wszystkie wyniki super...nigdy tego nie zrozumie i sie z tym nie pogodze. niektorzy sadza, ze niepotrzebnie tak wszystko przezywam, tlumacza, ze to byl "tylko" maly zarodek, no i co z tego? to bylo moje ukochane dziecko i tak juz na zawsze zostanie, kazda matka mnie zrozumie....zycie jest tak nieprzewidywalne i czasami gorzkie, ze ciezko to tal latwo przyjac, ja juz wiedzialam gdzie postawie lozeczko, jaka komode dokupie do sypialni jaki wozek mi sie podoba....i nagle ciach wszystko sie zalamalo...nie mam na nic sily, nie wiem jak wroce do pracy, do codziennosci, na razie wydaje mi sie to niemozlowe

mam jeszcze dwa tygodnie, zeby sie do tego powrotu przygotowac, ale czy ja sobie dam rade, czy sie zaangazuje tak jak powinnam...nie wiem...chcialabym zasnac i obudzic sie za kilka miesiecy z nowa nadzieja na lepsze jutro...
jeszcze do tego ten dwudniowy pobyt w szpitalu, niby nie bylo zle, bo warunki i opieka na bardzo wysokim poziomie, ale jak sobie przypomne jak lezalam na lozku czekajac az pjawi sie bol brzucha i krwawienie...i pojawilo sie po paru godzinach i pojawily sie okropne skurcze i juz wiedzialam, ze "to " sie zaczelo....po silnej dawce leku przeciwbolowego, lezalam nadal obojetnie czekajac az zabiora mnie na zabieg...pielegniarka jeszcze przyszla z dokumentami i to pytanie czy chce pani zatrzymac szczatki plodu do pochowku, nie chcialam....to by bylo dla mnie zbyt ciezkie, nie przezylabym tego...musialam zadecydowac o plci dziecka i imieniu....przeciez to jest jakies chore... i to jeszcze w takim momencie, gdy zwijalam sie z bolu...chlopiec, tak bardzo chcialam miec chlopca, tak zostalo w dokumentach, imie Adam....w tym momencie o niczym wiecej nie marzylam, jak o tym, zeby juz bylo po wszystkim i w tedy pielegniarka mi oznajmila, ze za pol godziny bede miala zabieg...juz mi bylo obojetnie, juz sie nie balam, lezalam z mezem u boku i czekalam...na sali zabiegowej byl lekarz, anestezjolog i dwie pielgniarki, musialam sie rozebrac od pasa w dol i wtedy peklo mi serce, krew poleciala mi po nogach kapiac na podloge...polozylam sie na fotelu, nogi przypieli paskami, dostalam dozylnie srodek usypiajacy....obudzialam sie juz na swojej sali, gdzie czekal na mnie moj maz, poplakalam sie i pamietam jak dzis swoje slowa "tam nic juz nie ma..." a w tle placz noworodka z pobliskiego oddzialu polozniczego....zasnelam
nastepnego dnia po poludniu bylam juz w domu...
taka jest moja historia....
przepraszam, ze tu na forum o radosnym oczekiwaniu na skarby, ale musialam to z siebie wyrzucic...wiem, ze tylko WY jestescie w stanie mnie zrozumiec...