kurcze biedna mitaginka...
mnie tez cos sie wydaje ze moze to malutka caly czas meczylo... Oby wszystko sie jest rozwiazalo bo biedna niedlugo nam padnie...
No nie wiem czy on ma jakis problem czy to przez tą krtań ale wczoraj to tylko na raczkach chcial... Dobrze ze mama przyjechala wczoraj to mi pomogla troche.
Wogole wczoraj jakis dziwny dzień...
Poprosilam dziadka i P zeby mi doniczke pod oknem przywiesili w murze bo kupilam sadzonki i chcialam zasadzic, no i przynioslam wiertarke i wygnalam do roboty.
Josiu pomagał i wogole super. Jak skonczyli to P postawil "walizke" z ta wiertarka na schodach, co by to wziasc na strych jak bedzie szedl do gory.
Josh juz byl lekko padniety bo nie polozylam go na drzemke.
Jestesmy w salonie i nagle slysze huk!!!
Josh spadl ze schodow wpadajac na sciane konczac wpadajac glowa w "walizke" z wiertarka... Myslalam ze sie tam porycze!
Josh najpewniej chcial wziasc wiertarke i zaniesc ja do gory ale jej ciezar go przewazyl. Tak walnał ze z nosa krew mu leciala a ze sciany lustro spadło...
Uspokoil sie dopiero wtedy jak babcia mu zaproponowala ze moze jechac do niej i spac z jej pieskiem (korego Josh kocha).
Na to moj P stwierdzil ze idzie z dziadkiem (tzn to jest facio mojej mamy ale mowie na niego dzidek bo Josh tak wola) na miasto na impreze a potem bedzie spal u mojej mamy.
No wiec zostalam z Madusiem sama.
Stwierdzilam ze przygotuje sobie portfel bo pojde dzis na miasto jak mam tylko maluszka, no i patrze a tam nie ma mojej karty!!!!
Kuchwaaaaa no ostatnie zakupy robilam w czwartek i zostawilam karte chyba w sklepie bo cala chate przeszukalam :-( ja nie wiem czemu mam takiego pecha no.....
Dzis leje a ja musze jechac do tego sklepu zapytac czy jej nie maja... Jechac, raczej isc bo auta brak... No wiec czeka mnie super spacer.... Jak na to wszystko sie przeziebie to juz wogole sie chyba powiesze... :-(