Mitaginka, to dobrze, że się nie gniewasz ;-)
Ja też z tych nienarzekających (no może czasami ;-)). Tzn. nie uważam, że taki nasz los itd., tylko np. mój mąż pracuje po 12, 15 godz. Ja w tej chwili nie pracuję, zajmuję się Małą. Na chwilę obecną uważam, że nie mialabym sumienia, gdyby on po tylu godz. na nogach nie wysypiał się w nocy. Teraz i tak się nie wysypia, bo jakiś czas temu Oliwka sukulnęła nam się w nocy z łóżka :-(Na szczęście nic jej się nie stało, ale mój Mąż powiedział, że mam spać od strony ściany,żeby to się więcej nie stało. A tym samym to on musi mi Małą podawać do karmienia i ją odkładać. Też jest niewyspany i nie wiem sama jak to rozwiązać, bo mi go naprawę szkoda. Uważam, że skoro ja w ciągu dnia się nie przemęczam specjalnie, to mogę się nie wysypiać.
Teraz to Ty pewnie jesteś zmęczona bardziej od M., ale ja odnosiłam się do czasów, kiedy Ty byłaś w domu, a on pracował. Teraz Ty myślisz o drugim dziecku, a on jeszcze nie jest na nie gotowy. Pewnie już niedługo mu przejdzie, ale uważam, że po takich przejściach jakie Wy mieliście, nie można mu się dziwić. A że wyspał się na szkoleniu. Cóż ktoś kiedyś wspominał, że matką jest się 24 h/dobę, a ojcem się tylko bywa... I chyba to jest odpowiednia pointa.
Edit: ooo, widzę, że niepotrzebnie się produkowałam, bo baby napisała dokładnie to, co chciałam, tyle, że ona to zrobiła mądrzej

Hah, a propos tego cycka, mój mi przykrywa cyca, bo w nocy śpimy przy otwartym oknie, a ja zasypiam jak tylko mała chwyta brodawkę, a on się budzi i mi go chowa
