meriderka, ja nie dałam rady zdążyć i bardzo żałuje, bo może uniknęłabym nerwów.
Wczoraj po 19 dostałam telefon od mojej mamy, w którym skarżyła się na tatę i opowiadała na niego niestworzone i okropne rzeczy (są w trakcie rozwodu). Wcale nie miała racji, więc się zdenerwowałam, rozpłakałam i wygarnęłam jej, co o tym myślę i że jak ona może mi opowiadać o ich kłótniach ze szczegółami kiedy ja jestem w ciąży i ona doskonale wie, że na mnie to działa jak płachta na byka. Rozłączyłam się i dostałam takiego ataku szlochu, że ledwo łapałam oddech i nie mogłam się uspokoić, dosłownie się trzęsłam. Zaczął mi twardnieć brzuch i dzidzia w środku się zaczęła poruszać jakoś tak gwałtownie. Ściągnęłam szybko męża z treningu. Przyjechał i mnie uspokoił. Potem dzwoniła z 10 razy ale nie odbierałam. Nie mogę sobie wybaczyć, że pozwoliłam sobie na takie nerwy i jest mi źle z tym, że moja dzidzia się przez to też denerwowała. Jestem za nią odpowiedzialna i kocham ją bardzo i jestem w stanie zerwać z mamą kontakty jeśli ma to pozwolić mi uniknąć nerwów. Moja mama przynajmniej raz w miesiącu musi z czymś "wyskoczyć".
Dzisiaj dalej jestem zdenerwowana i każdy telefon przyprawia mnie o dreszcze, że to ona.
W dodatku wyskoczyła mi druga opryszczka i czuję, że jakieś przeziębienie mnie bierze.
Wczoraj po 19 dostałam telefon od mojej mamy, w którym skarżyła się na tatę i opowiadała na niego niestworzone i okropne rzeczy (są w trakcie rozwodu). Wcale nie miała racji, więc się zdenerwowałam, rozpłakałam i wygarnęłam jej, co o tym myślę i że jak ona może mi opowiadać o ich kłótniach ze szczegółami kiedy ja jestem w ciąży i ona doskonale wie, że na mnie to działa jak płachta na byka. Rozłączyłam się i dostałam takiego ataku szlochu, że ledwo łapałam oddech i nie mogłam się uspokoić, dosłownie się trzęsłam. Zaczął mi twardnieć brzuch i dzidzia w środku się zaczęła poruszać jakoś tak gwałtownie. Ściągnęłam szybko męża z treningu. Przyjechał i mnie uspokoił. Potem dzwoniła z 10 razy ale nie odbierałam. Nie mogę sobie wybaczyć, że pozwoliłam sobie na takie nerwy i jest mi źle z tym, że moja dzidzia się przez to też denerwowała. Jestem za nią odpowiedzialna i kocham ją bardzo i jestem w stanie zerwać z mamą kontakty jeśli ma to pozwolić mi uniknąć nerwów. Moja mama przynajmniej raz w miesiącu musi z czymś "wyskoczyć".
Dzisiaj dalej jestem zdenerwowana i każdy telefon przyprawia mnie o dreszcze, że to ona.
W dodatku wyskoczyła mi druga opryszczka i czuję, że jakieś przeziębienie mnie bierze.

to na dodatek przyjeli mnie na oddział
Łożesztymój pierwszy raz w szpitalu!!! No ale wszystko można przeżyć ALE najbardziej bałam się o moje maleństwo - lekarz zrobił standardowy przeglądzik i wyobraźcie sobie że to tyle - stwierdził tylko napięcie macicy. Usg zrobili mi dopiero we wtorek, chwile oczekiwania aż się dowiem czy maleństwo zdrowe były koszmarne - a mamy się nie denerwować... Gdy zobaczyłam na ekraniku dzidziusia jak macha do mnie łzy same poleciały. Diagnoza - 'czasem poprostu tak się dzieje' no i do tego stres (a to by się zgadzało bo od tygodnia toczyłam walkę z mężuliną że nawet zaczęliśmy osobno spać) 
ma je któraś z Was jeszcze na tym etapie?