kobietki drogie nawet nie próbuję Was nadrabiać, bo za duuużo tego...
ja próbuję dojść do siebie i jakoś się pozbierać - we wtorek(równo tydzień po pogrzebie babci) zmarła córeńka mojej kuzynki ;-( już było dużo lepiej, bo sama oddychała i przybierała na wadze, a tu nagle taka wiadomość. Ja nie mogłam do siebie dojść. Tyle się naryczałam, że szok.
A dziś się dowiaduję, że moja koleżanka (termin porodu miała na 26.03.2015r.) leży w szpitalu w Poznaniu, bo dostała jakieś choróbsko "Hellp" i już po wszystkim. (chodziła do tego samego konowała co moja kuzynka). Dzidziuś urodził się za wcześnie, do tego miała małe przepływy przez pępowinę i synek był niedożywiony i opóźniony z rozwojem o ponad miesiąc. Boże co się dzieje?!
ja dziś mam wizytę u mojej gin o 16.15 i umieram ze strachu, czy u mnie wszystko dobrze. Mały czasem kręci się mocniej, czasem praktycznie wcale. Dziś też mało co go czuję i mam głupie myśli! Oby tylko było wszystko dobrze, oby malutki był zdrowy, urósł ile trzeba i niech mnie kopie z całych sił, żebym tylko wiedziała, że u niego ok. Najchętniej kupiłabym sobie własny sprzęt usg i w ogóle się od niego nie odłączała. Chyba tylko wtedy byłabym spokojna. A teraz niech się już ten rok kończy bo chyba oszaleję, albo nerwowo się wykończę... proszę trzymajcie kciuki, żeby tych złych wiadomości już więcej nie było. Ja od rana cały czas tylko o to proszę...