Wczoraj zakupowe szaleństwo, obiad ze znajomymi (nastawiałam się głównie na shake'a czekoladowego, którego akurat nie było, bo się maszyna zepsuła

), ślub koleżanki (gdzie spotkałam kolegę z podstawówki) i koncert. A na koncercie jakiś miły młody człowiek powiedział, że ma wolne miejsce na parapecie i żebym sobie usiadła, bo mam DUŻY brzuch. I od razu trafił, że to 7. miesiąc :-) Potem cały cudny dzień popsuł nam sfrustrowany taksiarz. Ale nic to!
Teraz sprzedam Wam
historię roku, która rozbawiła mnie do łez:
w autobusie linii 136, która krąży godzinami po mieście, dzieją się różne dziwne rzeczy. Ale to zdarzenie przebija wszystko.
Stała babeczka w ciąży, na oko podobno 8. miesiąc. Nieśmiała chyba jak większość z nas, bo nie upomniała się o miejsce. A na podwójnym siedział jakiś facet w gajerku i obok postawił swoją teczkę. Gdy ktoś z pasażerów zwrócił mu uwagę, że mógłby zdjąć tę teczkę z siedzenia i ustąpić ciężarnej, ten oświadczył, że jego "teczka też ma wykupiony bilet na to miejsce". Gość chyba przyzwyczajony do podróżowania pociągami, bo nie zorientował się, że w komunikacji miejskiej nie obowiązują żadne "miejscówki". Ludzie jak to ludzie, zaczęli komentować z oburzeniem między sobą, ale zero działania. No i znalazł się jeden charakterny, który gdy tylko autobus się zatrzymał i kierowca otworzył drzwi, chwycił teczkę mądrali i wyrzucił z autobusu ogłaszając, że "teczka właśnie wysiadła". Typek w garniturze natychmiast zerwał się z siedzenia i poleciał po teczunię

A dwie osoby miały miejsce dla siebie

;-)






Studniówkowym mamuśkom spóźnione buziaki - teraz już z górki!