No! Przebrnęłam nareszcie. Od wczoraj dajecie czadu...
A mnie nie było, bo seminarium i zakupy musiałam odbębnić.
Anna - ja mam podobnie z mamą. Ona pracuje codziennie bardzo długo i raczej spodziewa się pomocy ode mnie - ma przecież jeszcze synka - 9 lat, który nie jest jeszcze zbyt samodzielny. Tak więc o 9 lat to ja przejęłam obowiązki gospodyni w tym domu. Robiłam zakupy, prałam, sprzątam, zajmowałam się małym, nawet do mnie należało organizowanie opiekunki (mam niezłą szkołę w wychowywaniu i zajmowaniu się dzieckiem)!! Od trzech lat mieszkamy z mężem w domu moich rodziców, ale na parterze, który sobie wykończyliśmy. Mamy osobne liczniki, piece itd, ale ja i tak zajmuję się domem rodziców i bratem. Moja mama tak się do tego przyzwyczaiła, ze nawet nie pyta czy daję jeszcze radę (z prowadzeniem właściwie dwóch domów i opieką nad nadpobudliwym 9-latkiem). Chyba od zawsze uznawała to za mój święty obowiązek a i ja przywykłam. Co prawda ostatnio próbuję coś zmieniać - nie mam już tyle sił co zwykle, także np. nie sprzątam jej mieszkania, tylko im gotuję - pranie robię wspólne, żeby było wygodniej i tak sobie ułatwiam życie.
A mama oznajmiła mi już kiedyś, ze mi pomoże ale jak urodzę w połowie czerwca, bo potem już nie będzie miała czasu... A jak wracam od lekarza to nawet do mnie nie zajrzy, żeby sie zapytać co słychać. (a wystarczy zejść na parter!!). Chyba się już przyzwyczaiła, że to o nią należy sie troszczyć. A! W całej rodzinie też nie ma nikogo, kto by mi mógł pomóc po porodzie, także nie wiem jak to będzie... Ale ogólnie jestem samodzielna i chyba sobie poradzę - nie w ten to w inny sposób. Dobrze, że na razie jestem sprawne fizycznie, bo chyba nie miałby mi kto nawet szklanki wody podać...