jak ja uwielbiam takie gadanie, "nie słuchaj innych, słuchaj tylko mnie, inni nie mają racji, ja mam". każde dziecko jest inne i niestety są takie, które się do noszenia przyzwyczajają. moja koleżanka ma roczną córkę, której nie można normalnie na spacer zabrać, bo się cały czas drze, żeby ją na ręce brać. w domu ma to samo, nic nie może spokojnie zrobić, bo mała na niej całymi dniami wisi.
może jestem wyrodną matką, ale dla mnie moje dziecko to nie jest pępek wszechświata, poza którym nic nie istnieje i na pewno nie zamierzam być jego niewolnikiem. dlatego tak mnie Twoje opowieści o siedzeniu na kanapie i przystawianiu cycka przez naście godzin rozwaliły na łopatki. kocham malucha i chcę mu dać wszystko, co najlepsze, ale na pewno nie własnym kosztem. zestresowana mama = nieszczęśliwe dziecko.
zaspokajanie potrzeb dziecka nie oznacza moim zdaniem robienia wszystkiego, czego ono zażąda, bez względu na porę i cenę. i nie uważam, żeby nie branie dziecka na ręce za każdym razem, jak tylko kwęknie, oznaczało, że jego potrzeby są niezaspokojone.