My dziś podróż do zerówki mieliśmy z przygodami. Samochód zepsuty, więc poczłapaliśmy ze Stasiem i Łukaszkiem z naszego 3 piętra na dół. A tam leje jak z cebra. Zapakowałam małego do wózka, starszakowi kurtkę przeciwdeszczową na plecy i wio na przystanek. Niestety 15 min, nie było autobusu, więc Łukaszkowi przemokły spodnie, a nie miałam na zmianę. Pojechaliśmy więc (tu wzięłam przykład z Maqnio);-) przystanek dalej niż do szkoły i poszliśmy do sklepu po drugie spodnie dresowe. Dzięki temu Łukaszek spóźnił się na zajęcia, a co gorsza bał się na nich zostać. Zestresował się biedaczek. I teraz myślę o nim. A do szkoły schodzi się po 10 schodach więc dźwigam tę moją gondolę z góry na dół. W szkole rozbieram i ubieram Stasia. Cała wyprawa. Niedługo wprowadzę pewne ulepszenia i będziemy jeszcze lepiej zorganizowani. Ale umęczona jestem, uff...
maqnio &&&&&&& za wizytę u neurologa. Najważniejsze, że płucka czyste i mamusia zrelaksowana:-)
wisienko no co Ty opowiadasz, bo jak zaraz dam w te 4 litery:-) Właśnie jesteś wspaniałą mamą, że przeszłaś tak ciężki poród i od razu tak wspaniale zajmowałaś się Milą. A to, że bywają ciężkie porody to przecież nie jest naszą winą. No i naprawdę trzeba trochę poćwiczyć dla świętego spokoju, ale na pewno Mila się dobrze rozwija i będzie. Jak Łukaszek miał tę swoją rehabilitację, to znajome dzieciaki w jego wieku prawie wszystkie coś miały: a to wzmożone, a to osłabione napięcie, asymetrię itd. Naprawdę 90% dzieci. Spokojnie Kochana:-)
Miczka życzę Ci szybkiego końca borowania, ja na 1 dzień musiałam się wyprowadzić jak robili mi kuchnię, bo był koszmarny hałas
Balkan podziwiam za wytrwałość w ćwiczeniach, ja to jestem leń. Ale na razie waga sama leci mi na łeb na szyję. 3 godziny dziennie spaceru (do zerówki:-), ćwiczenia siłowe - Staś + zakupy na 3 piętro i drakońska dieta (czyli jałowe jedzenie dla alergików). Efekty są takie, że ważę już 6 kg mniej niż przed ciążą, a razem spadło mi już 18,5 kg.