Witajcie Dziewczyny :*!!
Doszłam dziś już do siebie po wczoraj. Tak mocno zasnęłam w salonie o 20:00, że mój mąż przeniósł mnie do sypialni ( nie pytajcie jak taką kluskę przeniósł, bo sama się zastanawiam

). Nie pamiętam nic, taka byłam zmeczona. Jak przypomnę sobie słowa, że z serduszkiem coś nie tak, to jeszcze mi się chce płakać.
Nieufna- czyli nie byłaś na IP? dobrze, że skontaktowałaś się z lekarzem.
Needi- odetchnęłam, że to pomyłka mojej lekarki...ale stresu nie zapomnę
Marynka- super wieści! dobrze, że do domku. Moja znajoma ma córeczkę z rozszczepem i po 2 operacjach prawie tego nie widać.

W lipcu na pewno będzie wysyp tłuścioszków
Co do porodu i krzyku to macie rację, bo każda inaczej znosi i nie mamy teraz wyjścia za bardzo, ale dosłownie krzyk był jak z horroru. Żal mi tej dziewczyny, bo wzięli ją na cc a ona tyle godzin się darła z bólu

masakra.
Wczoraj uświadomiłam sobie, że jestem mało zorganizowana. Wpadłam do domu to mąż pomógł mi się pakować. Dzis jak pomyślę to i tak nie miałabym moich paputków

czyli braki w pakowaniu, ale za to mój był w 18min z pracy

czas mamy obliczony na poród co do minuty

fałszywy alarm, ale za to ile wyszło niedociągnięć.