Zaglosowane :-)
U mnie Tracy to masakra.
Wkladam do lozeczka, jak widze, ze lulanko sie zbliza (trzemy oczka etc., ale nie jest za pozno).
Mloda nagle robi sie rozbawiona i gada :-)
No to czekam :-)
Zaczyna od nowa byc spiaca.
Zaczyna ryczec. Biore na rece. Uspokoja sie. Wkladam do lozeczka. zaczyna ryczec. I tak kilka razy ten rytual. Za ktoryms razem branie na raczki, przytulanie przestaje skutkowac i wyje.... Raz zaliczyla prawie godzinny koncert. Taki z szarpaniem mnie za wlosy, drapaniem etc.
Jak to ma byc, skoro moje dziecie po tej metodzie jest nie do uspokojenia??
Zasypia tylko wtulona we mnie. Albo opcja z cyckiem w buzi, albo bez??
Jakies pomysly??
W lozeczku nie spi juz w ogole ;-(