Nawet nie wiesz jak to mnie zabolalo tym bardziej, ze on to moj pierwszy chlopak przed nim nikogo nie mialam, a jego koledzy, ze ma zrobic testy. Poczulam sie naprawde jak dziwka za przeproszeniem... probuje rozmawiac, ale jak grochem o sciane juz go nawet do psychologa wyslalam, bo kurde ja chodze na terapie, lecze sie, a oni mnie beda niszczyc? Wiem, ze rodzice rodzicami itp, ale wlasnie gdyby nie oni to na nic kasy bym nie miala, bo zaszlam w ciaze 2 miesiące przed zakonczeniem szkoly, wiec do pracy i tak bym sie nigdzie nie dostala. Po prostu czasami juz nie mam siły i siedze i rycze nieraz. Na kawalerskim swojego kolegi tak sie napil, ze dwa dn i sie do mnie nie odzywal, a jak ja balam sie jechac na wesele i zrobilam awanture ze nie jade to byl na mnie taki wsciekly jak nigdy... i stwierdzil ze wymyslam, a ja po prostu dostalam ataku paniki i tqk sie balam ze za chiny byn nie poszla na to wesele i trudno bylo mu to zrozumiec chociaz wie, ze staram sie i naprawde jets lepiej, bo sa momenty gdzie wczesniej juz bym ladowala w szpitalu, a terqz nie laduje tylko staram sie tlumaczyc sobie, ze jest dobrze. A i lat ma 27