Sorry dziewczyny, ale razi mnie to trochę, jestem bezrobotna. Ale zawsze na wszelakie zarobki chodziłam, w lodziarni pracowałam sezonowo. Mieszkam w miejscu, gdzie dostać pracę graniczy z cudem. Nie jestem wybredna, ale też jest praca, którą nie chciałabym wykonywać. Jestem zarejestrowana w urzędzie pracy. Propozycje z urzędu, to jedna była, gdzie jest kompletny wyzysk, a druga dojeżdżanie godzinę w jedną stronę, gdzie nie mam swojego auta. W tamtą zimę, była słaba sytuacja materialna. Od grudnia do lutego była nędza, u narzeczonego przestój w pracy i nie miał płacone. Ja zero dochodu. Od marca zaczął dopiero pracę, gdzie zaczął normalnie zarabiać. Serio, gdyby nie te pieniądze, co biorę nie było by kolorowo. Nie kupuje Bóg wie czego, nie przewalam pieniędzy na alkohol, głupoty. Pieniądze z urodzin przeznaczyłam na wyprawkę dla małej i siebie do szpitala. Zapewniam dziecku byt, daje wszystko, to czego ja nie miałam. Ma wszystko, co potrzeba, nie ma nadmiaru. Chcę pójść do pracy, Lena zostanie z babcią. I nawet nie wiecie, jak jest przykro czytać takie rzeczy. Tyle ile nerwów ja straciłam, na szukaniu pracy i wysyłaniu CV, to moje. Miałam jechać w wakacje tamte z narzeczonym do pracy i zrezygnowałam ze stażu z up, a potem okazało się, że jestem w ciąży. Biorę, co się należy, nie że jestem łasa na kasę, bo na tym mi nie zależy. Ale czego mam nie brać, skoro wszystko drożeje i z jednej pensji, byśmy nie wyżyli. Nie jestem za pisem, bo to co robią, to jest totalne dno. Ale nic się z tym nie zrobi, póki ludzie nie ogarną. Może nie mieliście niczego złego na myśli, ale pomyślcie o innych.
Drugie dziecko planuję, jak będę na swoim i będę miała pracę.