Już bez przesady, ten wirus to chyba nie jest jakiś czarodziej. Nie dość, że nie wiemy, czy to w ogóle jest koronawirus, to ja nie mam żadnych objawów i praktycznie żadnego kontaktu z chłopakiem, a jak już musimy być w jednym pomieszczeniu to w maseczkach, a do tego i ja i lekarka (tak zakładam)stosujemy wszystkie metody ochrony, czyli maseczka, dezynfekcja rąk, dystans itd. Myślę, że już niejedna pacjentka w o wiele gorszej sytuacji do niej przyszła. Większe prawdopodobieństwo, że tfu tfu odpukać złapię coś po drodze w autobusie, czy tramwaju (a mam do niej kawał drogi) od ludzi bez maseczek... Także uprzedzenie lekarki zmieni jedynie to, że mogą mnie nie przyjąć, będę się stresować i zaszkodzę dziecku, a ostatecznie i tak pojadę pewnie na izbę przyjęć. Zresztą nawet rodzinny chłopakowi powiedział, że do czasu wyniku testu może wychodzić

, także widzisz jakie jest podejście - oczywiście nigdzie wychodzić nie zamierza. Spokojnie, jestem odpowiedzialna w przeciwieństwie do naprawdę wielu ludzi, jak tak patrzę.
O widzisz, skopała, a u mnie do kopniaków to jeszcze daleko, stąd brak pewności, że to co uda mi się poczuć, to dzidziuś

Ja też się dziś ucieszyłam, no ale poza tą jednorazową akcją, to nie daje więcej znać

Także ta wizyta jest mi teraz bardzo potrzebna, mam nadzieję, że tylko w celu uspokojenia.