Czesc Dziewuszki!
Jejku ile Wy produkujecie.:-)
U mnie juz po dlugim weekendzie, troche odpoczelam, wczoraj bylismy na 60tych urodzinach mojej przyjaciolki mamy/naszej agentki i swiecie pracy. Bylo swietnie, uwielbiam jej rodzine, sa strasznie glosni i gadaja jeden przez drugiego ale to taka prawdziwa rodzina.
A dzisiaj przezylam horror normalnie, jestem wyczerpana.
Najpierw dostalam papier z ubezpieczenia, ze mam dostarczyc im wyciag z konta do 6 wrzesnia a 4 dni pozniej, ze mi odmowili ubezpieczenia bo ominelam jakis appointment

No wiec pojechalam tam dzisiaj. Matko Boska najpierw stalam godzine na parkingu w poszukiwaniu miejsca, kazdy sie wpierdzielal na chama to wymyslilam, ze stane sobie w slepej uliczce i zaczekam. Po 15 minutach ktos w koncu wyjezdzal, stanelam sobie przed nim, wlaczylam kierunkowskaz, czekam a tu srut wpadla
!@!%^%%&*#Q!!#@ meksykanka, zajechala mi droge i sie wpierdzielila.
No to wysiadlam i sie jej pytam: WTF?
A ona na mnie z morda, ze ona ma male dziecko itp. itd.
Mowie a ja jestem w ciazy i co bedziemy robic konkurs kto ma zajac to miejsce.
Dalam bladzi spokoj ale mi tak cisnienie podniosla.
W koncu zaparkowalam, wchodze a oni nikogo juz nie puszczaja (10:45 rano, czynni sa do 15) i daja kwitki na jutro.
Roznica taka, ze zamiast stac w kolejce sie siada i np. dzisiaj laska co miala kwitek na 9 zostala wywolana o 13:30.
Wzielam kwitek ale mowie nie po to bralam wolne i walczylam godzine o parking zeby teraz odjechac.
Powiedzialam ochroniarzowi, ze musze do toalety i wcisnelam sie w kolejke zeby zobaczyc ktoregokolwiek z obslugujacych.
Za mna stanal jeszcze jeden gostek i przyszla securita i mowi: pan w zielonej koszulce jest ostatni, jak ktos za panem stanie prosze go odeslac do mnie.
I seryjnie pozniej bylo chyba z 20 osob, wszystkich zabrala z kolejki i dala kwitki.
Stalam sobie "tylko" 4h, z czego pierwsze 3h moglam podpierac sie sciany a ostatnia bylam juz miedzy sznurkami wiec malo jajka nie znioslam.
Nawet nie pamietam juz co mnie boli, oczywiscie bez picia, jedzenia czy WC.
Na szczescie pozniej juz poszlo szybko, doszlam do pana, pan mnie odeslal do pani, pani stwierdzila jednym slowem, ze ktos ZGUBIL moja aplikacje (gdybym nie przyjechala moglabym sobie czekac i do porodu na ubezpieczenie) i kazala wszystko wypelnic jeszcze raz.
Dzieki bogu przewidzialam ta sytuacje i zabralam zaswiadczenie, ze jestem w ciazy, do tego rzucilam jej wydrukami z konta biznesowego, osobistego, zestawienie strat i profitow za firme, podatki za tamten rok, nawet moje rachunki i pozyczke za dom.
Laska nawet w porzadku, przyczepila karteczke, ze jestem juz w 5 miesiacu ciazy i potrzebuje ubezpieczenie a.s.a.p. wiec mam nadzieje, ze wszystko pojdzie OK tym razem.
Ale normalnie co sie nerwow najadlam.
Do tego dopiero co naprawilam auto, przeszlam test spalin, wykupilam naklejke na rejstracje, naprawilam laptopa, w koncu odetchnelam, ze zalatwilam te ubezpieczenie i co?
Pojechalam odebrac laske z domku i mi wyrwala klamke z bagaznika.
$350.
