no właśnie , mój endokrynolog podejrzewa to .. mówiłam mojemu ginowi.. na razie tylko duphaston.. poprzednie 2 ciąże zanim serduszko przestało bić to leciały skrzepy...
U mnie wyglądało to tak:
Pierwsza ciąża ok, były tylko podstawowe badania w ciąży. Najpierw pęcherzyk, potem serduszko

Następna wizyta- ciąża obumarła. Trafiłam do szpitala na tydzień, nic nie dały tabletki na poronienie. Wypisali na tydzień do domu. Wróciłam po tygodniu i znowu wywoływali poronienie. Poroniłam i miałam zabieg.
Potem było rok starań.
Zaszłam, ale w 5tc nawet nic nie zdążyłam widzieć na usg bo krwawiłam. Nie dałam się zabiegowi i sama poroniłam.
Kolejna też nic nie widziałam na usg, tydzień 5-6tc , progesteron marniutki bo 7 potem spadł do zera. Sama poroniłam.
Wtedy lekarz mi powiedział, że to najprawdopodobniej zespół fosfolipidowy, ale nie zdążyłam/ nie chciałam zrobić na to badań bo się bałam. Wiem, głupia. Z drugiej strony wiem, że poprzednie poronienia w zasadzie moja wina bo testy robiła przed @ (mam regularne) i się łudziłam niepotrzebnie. A jakbym zrobiła tydzień po @ to nawet bym nie wiedziała, że byłam w ciąży. Z resztą ile dziewczyn może tak mieć?!Wyobraź sobie, że byłam u wsyztskich lekarzy w moim mieście. I tylko jeden jest OK. Od razu dał mi tabletki na podtrzymanie, nie wahał się - widać, że mu 'zależy'. Nie ukrywam, że się poddałam bo ile można mieć sił...
A teraz znowu ciąża.
I teraz znowu. Trzymam sama za siebie kciuki.