Mi się marzy 4 dzieci. I już mówiłam mężowi, że fajnie by było z bliźniakami, bo jeszcze dwie ciąże mnie wykończą. Poród miałam lekki, dwie godzinki w szpitalu, z czego pół godziny na izbie przyjęć (wypisywanie papierków), a ostatnie pół parcie. Wcześniej długaśny spacer i obiad z mężem zaliczyłam.
Aż się mnie położna zapytała "mama też tak szybko rodziła?". A ja nie wiedziałam. Ale teraz wiem, że mama miała dwa szybkie porody (choć nie wspomina ich miło, bo wiadomo jak to kiedyś wyglądąło), babcia miała 3 szybkie, a przy najmłodszej córce nie zdążyła dojść akuszerka i poród odebrała sąsiadka. Więc ja się z męża śmieję, że musi chodzić na rodzinne i się szkolić, bo pewnie któreś z kolei dziecko będzie sam odbierał.
Co do cięcia to byłam cięta i nawet docinana. Ale mój synek ma dużą głowę. Zawsze obwód główki większy niż klatki piersiowej, lekarze powtarzają mierzenie, wysłali nas przez to na usg. Więc myślę, że to było powodem tego cięcia.
Ale lewatywy to jakoś nie chcę sobie wyobrażać.
Jak chcecie fajny film to polecam "In The Womb". Rewelka wiem, że kilka razy puszczali na National Geographic. Ja nie mam tv, więc ściągnęłam sobie z sieci i oglądaliśmy razem z mężem oczarowani.
Jesli zaś chodzi o kawę to jestem zwolenniczką picia w ciąży kawy mielonej, bo rozpuszczalna jest niestety poddawana chemcznej obróbce, a już ta bezkofeinowa to w ogóle. A mielona jest naturalna. Nie przesadzać oczywiście z ilością.