Przyszedł czas, aby wam napisać, co mnie teraz martwi i przez co czuję się tak źle.
Otóż moi rodzice /oboje po studiach/ są w depresji.
Moja mama - certyfikowana dyrektor finansowa, główna księgowa, super specjalista w b. duzym zakładzie pod koniec ubiegłego roku odeszła z pracy /stres ponad miarę, przygłupi właściciel, który nie rozumiał, że coś jest zgodnie a coś nie jest zgodne z prawem; głupie zarządzenia; praca po 12-14 godzin dziennie/. Po 2-miesięcznym odpoczynku /zaległy urlop/ zaczęły mojej mamie "wyłazić" rózne choroby, więc jest na zwolnieniu, które kończy się 30 czerwca. Lista chorób - ze 20; rehabilitacja - 5 tygodni; leki, masaże i odpoczynek... ***** dają! Lekarz dał jej skierowanie na rentę - zobczymy.
Najgorsze jest to, że zaczęły się mnozyć długi - juz łącznie z 10 tys. Jak wcześniej zarabała 8000, to teraz dostawała tylko 1300. A tu kredyty, karty kredytowe, itd... Moja mam jest /była/ kobietą aktywną, więc teraz to jest wrak. Pracować nie może - choroby; pracy nie ma - bo za stara /50 lat/; a jak praca jest to 60 km od domu - nie może dojeżdżać, bo choroby kręgosłupa i nogi nie pozwalają jej chodzić...
Mój ojciec - specjalista cybernetyk/elektronik i informatyk; ma pracę za 800 zł. Wpadł w depresję - rachunki nie popłacone; prąd chcą wyłączyć; siedzi i gapi się w okno, nie je, nie śpi, powoli mu odbija! Siedział 4 lata na bezrobociu, bo matka dużo zarabiała. Teraz pracuje od 1,5 roku.
Moja siostra studiuje /ostatni rok/, więc dają jej kasę. Małgosia pracuje trochę, tak, że stara się ich odciążyć.
Moi rodzice tylko potrafią narzekać i użalać się nad sobą. Nic więcej nie robią!!! Brak pracy - to wina systemu; mówią, że nie są nauczeni szukać pracy, że są za starzy, itp.. Nic nie zrobili - żadnych kursów np. jezykowych czy doszkalających. Że wspomnę, że nie odłożyli ani grosza przez tyle lat!!!
Nawet nie mam ochoty do nich jeżdzić - bo stale tylko narzekają, płaczą, itp... ale nic nie robią!!! Tylko ciągle gadają, że liczą na mnie, że im coś znajdę!!!
Boże..., co ja mogę zrobić???
To są moi rodzice, ale mam do nich ogromny żal. Nigdy w zyciu nie pomogli nam, a wrecz się odwrócili od nas. Ja wyszłam za Pawła jak miałam 18 lat - z miłości, ale na złość /tak mówili oni/ rodzicom. Nigdy nie dołożyli się do wesela. Asia urodziła się po 15 miesiącach od naszego ślubu. Ngdy nie wzieli jej do siebie, nie popilnowali, jak Asia była w szpitalu /jak miała 5 miecięcy/, to nawt nie przyjechali, nie zapytali czy coś potrzebujemy /kasa, leki, itp/. Oni wydawali swoje pieniądze i nie zważali na innych /dzieci, wnukczkę/. Nigdy dobrowolnie nie kupili Asi nic, nie dali jej np. pieniędzy na wakacje, itp. A było ich stać. Woleli wszystko wydać na siebie - wyjazdy, imprezki, wakacje, itp...
N moich rodziców NIGDY nie mogłam liczyć - to byli ostatni ludzie, do których poszłam coś pozyczyć! Nigdy się nie martwili o swoje dzieci i wnuczkę!!!
A teraz obciążają nas /mnie i siostrę/ tym wszystkim. Nie mówią, że jesteśmy winne czy coś; ale, że na nas liczą... że jesteśmy ostatnią deską ratunku... płaczą... marudzą... narzekają...
JAK MAM IM POMÓC??? Z jednej strony mi ich żal - bo to moi rodzice, a przeszłości się nie cofnie!!! A z drugiej - sami na to zapracowali!!!
Co robić? Pomóżcie!!!
Już kazałam matce załozyć biuro rachunkowe - ale ona: a gdzie? nie mam klientów! znajdź mi klientów! a to nie ma sensu - tyle jest biur na rynku! nie mogę, bo czekam na tą rentę i jestem uwiązana; znów boli mnie kręgosłup i korzonki.... JA MAM DOŚĆ!!!
Boje się tylko o ojca - on ma depresję i boję się, że jak matka tej renty nie dostanie, to on sobie coś zrobi!!!
Aha - psycholog nie wchodzi w rachubę.
Ja jestem psychopedagogiem i terapeutą, ale nie mogę im pomóc - to moja rodzina, mam stosunek emocjonalny. Staram się, ale nie potrafię.
Co robić???
Sorki, że was zamęczam, ale w końcu mi ulżyło i jestem mniej spięta i zdenerwowana. A lekarz zabronił mi się przejmować i denerwowć. Naprawdę, nie wiem co robić. Siostra i nasi faceci - też!