Witam poniedziałkowo.
Pisałam w weekend dwa razy, ale z telefonu i za pierwszym razem nie dodało mi posta, a za drugim coś mi przeszkodziło i nie dokończyłam a potem się skasował. A teraz już nie pamiętam co miałam pisać.
Piszecie o złych humorach. Mnie taki dopadł w piątek. Wszystko mnie denerwowało, na wszystkich krzyczałam i byłam wściekła, aż mi się z tego wszystkiego na koniec płakać zachciało. No masakra. Na szczęście od soboty już lepiej, bo siedzieliśmy sobie na działeczce więc pełen relaks. Za to od soboty męczą mnie straszne mdłości. Zaczęło się po kawie i jagodziance i tak już zostało. Z przerwami co prawda ale jednak mnie męczy. Ale powiem Wam że nawet mnie to cieszy. Nie jest to na razie aż tak bardzo uciążliwe a przynajmniej daje nadzieję że dzidzia się rozwija. No i śpiąca jestem masakrycznie. Jak tylko Tymek idzie na drzemkę to ja razem z nim. Wieczorem też padam szybko. I jeszcze piersi mnie bardzo bolą, jedną to mam taką twardą, ale z niej częściej karmiłam i trochę się boję, żeby mi się zastoje nie porobiły i jakieś zapalenie, bo ja skończyłam karmić półtora tygodnia temu a tu na nowo hormony działają i moje cycki chyba nie wiedzą co się dzieje. Nadal mi mleko cieknie, szczególnie w nocy.
A dzisiaj pierwszy raz w tej ciąży dopadła mnie zgaga. Po parówkach z keczupem :-) na szczęście szybko przeszła. Rety pamiętam tą okropną zgagę z poprzedniej ciąży!!!! Męczyła mnie strasznie ale to tak w drugiej połowie ciąży. Nie ruszałam się wtedy nigdzie bez Gavisconu (taki lek w syropie, można brać w ciąży), który ratował mi życie.
U mnie dzisiaj na obiad ogórkowa :-) narobiłyście mi ostatnio ochoty. Tylko ciekawe czy będę w stanie ją zjeść.
Na razie uciekam, może później znajdę chwilę czasu o ile w pracy nie będzie nawału.