Ja z tych co się odezwą raz na ruski rok, ale czytam regularnie

Zainteresowały mnie ostatnie tematy, więc odnośnie czytania powiem tylko, że z własnego doświadczenia muszę się zgodzić z ewą86, ale jeśli dziecko jest zdrowe i chętne wcześniej do czytania, to w sumie czemu nie... Ja mam akurat odwrotne doświadczenie, sama nauczyłam się czytać zanim skończyłam 3 lata (podglądałam starszą o 2 lata siostrę przy nauce) i pokochałam absolutnie książki... wszystko fajnie, tylko przez dzieciństwo i młodość rodzice nie dawali rady mnie na dwór wygonić, zabaw ruchowych nigdy nie polubiłam, czytałam po ciemku i pod kołdrą i w wieku -nastu lat dorobiłam się nadwagi i takiej wady wzroku, że już prawie soczewek kontaktowych dla mnie nie produkują. Ale że na rozwój intelektualny mi to dobrze podziałało, to nie da się zaprzeczyć, tylko że ja za bardzo nie mogę mojego zawodu (intelektualnego) wykonywać przez wadę wzroku... Ale jeśli ktoś nie ma uwarunkowań genetycznych złych i raczej po sobie/ rodzinie widzi, że dzieci będą energiczne i skłonne do ruchu, to pewnie, można zachęcać do czytania i ćwiczyć jak najszybciej. Mój syneczek pewnie odziedziczy po mnie wadę wzroku, więc ja nie mam zamiaru go dodatkowo nakłaniać. A ogólnie to wiadomo, niech każdy robi jak mu się wydaje i wg własnego stylu wychowania
Jeszcze do Marci trosk z córką się odniosę - mam młodszą siostrę niewiele starszą od Twojej córki i szczerze mówiąc to takie gadanie do koleżanek jest często na pokaz - WSZYSCY MAMY BEZNADZIEJNYCH STARYCH, wypada narzekać na rodziców, żeby nie wiem jak kochani byli. Przekleństwa też - sama miałam taką fazę, że przy znajomych przeklinałam, że niby to było takie "dorosłe" i "fajne", ale szczerze to się z tego łatwo wyrasta i zostaje przy słownictwie nabytym z domu. Na pewno córka Cię bardzo kocha, ale nigdy w życiu się do tego nie przyzna przed koleżanką. A zdanie typu "nienawidzę mojej mamy bo nie pozwoliła mi zjeść czekolady" oznacza po prostu "wczoraj trochę się zirytowałam, bo miałam ochotę na czekoladę, a mama nie pozwoliła" - tylko nastolatka nie potrafi w ten sposób wyrazić uczuć, dla niej to wszystko jest od razu z wielkiej litery - Nienawidzić, Zawsze, Nigdy itp.
Oczywiście absolutnie rób w tej sprawie jak uważasz, a skoro pytasz o zdanie, to moja siostra obraziłaby się śmiertelnie za informację, że rodzice przeczytali jej prywatną rozmowę (obrażenie o czekoladę trwa 1-2 dni, obrażenie o naruszenie prywatności potrafi u niej trwać miesiąc, i się zamyka w sobie). Patrząc po siostrze, najlepszą metodą byłoby odczekanie paru dni, żebyś też już była na spokojnie, i zwykłe rozmowy "pedagogiczne" z córką o tym, że przekleństwa są niefajne - to jest dużo bardziej niepokojące niż "nienawidzenie na pokaz". Zawsze też możesz, w trosce o lepsze kontakty z córką, zaproponować za jakiś czas, żebyście sobie raz w miesiącu ucięły rozmowę, że może Ci wtedy powiedzieć bez obaw, co ją uraziło albo jej się nie spodobało w Twoim podejściu do jej wychowania, a Ty możesz jej wtedy na spokojnie wytłumaczyć skąd się biorą Twoje decyzje. Założę się, że o tej czekoladzie to już dawno zapomni.
Naście lat (nawet dwanaście!) to już taki wiek, że hormony i emocje szaleją, a przecież trzeba dziecku pozwolić mieć własne uczucia. Ona i tak wie, że ją kochasz najmocniej na świecie, a ona Ciebie
