Myśmy mieli wczoraj "przygodę"... Stoję w kuchni, robię ciasteczka i nagle czuje bardzo ciepło między nogami i coś zrobiło chlup! Na początku nie wiedziałam, co się dzieje i tylko odruchowo dotknęłam bielizny. Jak zobaczyłam krew, to tylko krzyknęłam "Boże" i poleciałam do łazienki sprawdzić ile tego było. Wszystko usyfione - cała bielizna, legginsy. Krzyknęłam do Iaina, że musimy zadzwonić do szpitala. Byłam w takim stresie, ale musiałam sobie wszystko ułożyć w głowie. Wyciągnęłam dopplera, żeby sprawdzić czy małemu bije serce odpowiednio. Położna oczywiście kazała mi przyjechać do szpitala, zrobili mi badania i w sumie nie było widać niczego niepokojącego. Mały się ruszał, wiadomo - jakieś tam resztki były na szyjce, ale żadnych zmian widać nie było. Sprawdzili czy wody mi nie poszły, ale nie wyglądało na to. Także nie wiadomo co to było i dlaczego. Mam się zgłosić na USG w poniedziałek, bo chcą się upewnić, że poziom wód jest odpowiedni. Także taki "ekscytujący" weekend...
Iza, mam nadzieję, że odpoczywasz tak jak Ci kazał lekarz!