KUrde, tak Was czytam...od czasu do czasu - może jakiś scenariusz na telenowelę? Życie nikogo nie rozpieszcza. Miazga, co? Rodzice, też byli z nami w brzuchach, też nie mieli lekko, ciekawe jak będzie za kolejne 20 lat...

Nasze dzieci i te same, co nasze, problemy? Czy zrobimy coś żeby było im łatwiej...?
A tak w ogóle, to też "rodzicie" co noc? Ja już chyba za Was wszystkie urodziałam, co wieczór jak się kładę, mam wrażenie, że już dziś będę rodzić, a tu cholera jeszcze ponad miesiąc, wg obliczeń Herr Doktora został:/
Pozdrawiam Was gorąco!!!
A jeszcze u mnie było tak z tym ślubem, że w przyszłym roku miał być, zostaliśmy poniekąd zmuszeni do wcześniejszgo wyznaczenia terminu, ze względu na to, że prawie cała rodzina "na klendarzach" żyje. Lokal zarezerwowany, zespół załatwiony, plany co kiedy załatwiać ( ślub miał być w czerwcu 2010)...., a tu psikus

w Dzień Matki dostałam wiadomość "z Góry", że zostaniemy rodzicami w styczniu

....w 4 tygodnie wszystko załtwilismy, łącznie z naukami, lokalem i zespołem, cud - lokal jeszcze lepszy, zespół najlepszy..

i było cudownie....przez 2 tygodnie przed ślubem odpoczywaliśmy nad jeziorem:/. No ale coś za coś - połowy gości nie było


I to bardzo ważnych dla nas....
Rodzice nic nie powiedzieli, oni lepsi nie byli
