Hej!
U mnie dzisiaj dużo ładniejsza pogoda, w końcu wyszło słońce, bo przez ostatnie 2 dni padało bez przerwy.
Wczoraj kiedy wracałam z synkiem z przedszkola, nagle zrobiło mi się strasznie słabo, w jednej chwili byłam cała mokra od potu i mało brakowało, a przewróciłabym się na chodniku

nie mam pojęcia, co to było. Jakoś wróciłam do domu, zjadłam CAŁĄ gorzką czekoladę, posiedziałam chwilę i przeszło. Ale do końca dnia byłam bardzo senna i poszłam spać o 20.
Od paru dni czuję ból spojenia łonowego, podobno to normalne, ale nieco uciążliwe. Najgorzej jest, kiedy się kładę, albo wstaję. No i jeszcze podczas chodzenia bardzo bolą mnie więzadła, zwłaszcza z prawej strony - wlokę się wtedy noga za nogą, bo szybciej nie daję rady
Nonek uważaj na siebie, takie upadki mogą być naprawdę niebezpieczne. Może zwilnij trochę, skoro masz za dużo na głowie. No i trzymam kciuki za ostatni egzamin!
Kamilka zaraz idę czytać Twój blog:-) Dawid też kiedyś ciągle dławił się jedzeniem, ile ja nerwów przez to straciłam... Potrafił się krztusić nawet małym kawałkiem chleba. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że to dlatego, że ma tzw. podniebienie gotyckie, czyli wysoko sklepione, co utrudniało mu naukę gryzienia i niestety ssanie piersi, zrezygnowałam z karmienia po 6 masakrycznych tygodniach ryku przy każdym przystawieniu:-(
Gdynianka ja też jeszcze nie mam nic dla dziecka, tyle tylko, co po starszym, ale ja wolę wszystko kupić od razu, pewnie w okolicach września, żeby nie stało i się nie kurzyło;-) A Twój Misiek na pewno sobie w przedszkolu poradzi, z tego co piszesz, to taki mały słodki rozrabiaka:-) Na razie może odpuść mu nocniczek na jakiś czas, aż przestanie mu się źle kojarzyć, a potem kup mu inny i próbujcie znowu.
A co do bólu głowy i wymiotów, to może masz migrenę? Wyobrażam sobie, jak się czujesz, bo też przez to przechodziłam.
BunnyCukino przeraziłam się, czytając o upadku Twojego synka, straszne co przeżyłaś. Bardzo współczuję. Ale nie obwiniaj się, wypadki się zdarzają, ważne, żeby teraz uważnie obserwować synka.
Rojku gratuluję dziewczynki!
Ursula ja na Twoim miejscu postarałabym się ograniczyć kontakty z mamą, bo niepotrzebnie się denerwujesz. A po porodzie poradzicie sobie z dzieckiem sami, bez obaw

tym bardziej, że Twój mąż będzie prawie miesiąc w domu. Ja do brzuszka nie mówię, mój mąż też nie. Trochę dziwne mi się to wydaje
DoMisia spokojnie, mam nadzieję, że uda się zobaczyć, co Twój maluszek ma między nóżkami:-) A jeśli nie dowiesz się do porodu, to też fajnie, bo będzie niespodzianka, nie stresuj się tak.