Witam
Kamilka - według mnie forum jest dla każdego kto ma ochotę
Ja dzisiaj szybciorem bo duzo roboty
Mieliśmy dzisiaj przygodę z Wiktorią. Jechaliśmy do pracy. Jka ja wsadzałam to wzieła kluczyki do domu. 2 sztuki zapięte na jedno kółeczko. Ruszyliśmy - obracam się a ona ma jeden kluczyk. Mówie do męża że gdzieś kluczyk zniknął. Przeszukałam podczas jazdy pod jej pupą, wkoło fotelika - nigdzie nie ma. A ona zaczeła wymiotowac. Reakcja nasza - połknęła kluczyk!!! Zatrzymaliśmy sie na poboczu. Wypięliśmy fotelik, otrworzyliśmy klape, przeszukaliśmy bagażnik... Nie ma. Zapielśmy ja spowrotem, jedziemy, a ona ciągle wymiotuje. No to do szpitala. Pani sie aż uśmiała, jak dziecko mogło połknąć kluczyk, którego ona nie była by wstanie połknąć, ale ponieważ dzeici potrafia wszystko zrobili jej RTG. Długo czekaliśmy na opis. Na opisie - brak ciał obcych. No to gdzie kluczyk!!! Skąd te wymioty??
Mąż wyszedł w między czasie jeszcze raz przeszukac samochód. Rozebrał go do "zera". Kanapy powyciagał. I znalazł. W bagażniku w reklamówce.
Teoria powstała taka - że jakoś wypięła kluczyk z kółeczka, wsadziła głęboko do buzi, a ze było nieprzyjmne to rzuciła kluczykiem. On spadł na półkę od bagażnika, a jak otworzyliśmy bagażnik, to się zsunął i wpadł do reklamówki.
Stresu miałam tyle, że dalej mi słabo.