Dziewczyny, musialyscie mocno trzymac dzisiaj kciuki, bo podroz odbyla sie prawie bez zaklocen

przez ostatnie kilka lat podrozowania z LOTem ani raz nie udalo mi sie przyleciec gdzies na czas. A dzisiaj, uwaga, przylot minute przed planowanym czasem!
Synek, jak nigdy, zachowywal sie jak aniol i przesiedzial spokojnie dwa loty i dwie podroze samochodem. A ja nie zahaftowalam ani jednego kibelka.
Jedyna sytuacja, ktora popsula mi humor, to pani przy odprawie. Zaczelo sie juz zle, bo rano mnie mdlilo, wyjechalismy z domu za pozno no i atmosfera ogolnie byla nerwowa. Na lotnisku ktos musial sie machnac na monitorze wklepujac zly numer stanowiska do zdania bagazu. Po 20-minutowym odczekaniu w kolejce zostalismy odeslani z kwitkiem.
Kiedy przydreptalismy do wlasciwego stanowiska okazalo sie, ze kolejka jest jeszcze dluzsza niz poprzednia a do obslugi sa dwie osoby (dla klasy premium i dla zwyklych szaraczkow). Stwierdzilam, ze tym razem "wykorzystam" okazje, bo przede mna jeszcze caly dzien podrozy i odprawie sie u pani bez kolejki ze wzgledu na ciaze. No i spotkala mnie niemila niespodzianka, bo pani odmowila pomocy sadzac, ze nie ma takiej zasady, ze kobiety w ciazy maja byc traktowane priorytetowo. Dziewczyny, nie wiem czy to hormony, nieodpowiedni ton tej pani czy ja po prostu jestem przewrazliwiona dupa, ale po prostu sie rozkleilam na jej oczach (i pozostalych +/-80 na oko osob czekajacych w kolejce). Powiedzialam mezowi, ze nie dam rady tak sama podrozowac caly dzien i juz bylam gotowa zbierac manatki i wracac do domu. Wrocilam na koniec kolejki i dopiero po interwencji meza pani laskawie pozwolila mi ominac kolejke.
Wiem, ze zasady odprawy na lotnisku nie wyznacza dane lotnisko a linia lotnicza, dlatego jestem w szoku, ze LOT moglby nie miec zasady szczegolnego traktowania kobiet w ciazy. Musialam sie wam wyzalic bo mezowi juz od tego wiedly uszy.
P.s. ale znowu duzo naskrobalyscie. Bede miala co czytac
