czesc dziewczyny...:-)
ja tu 100lat nie pisalam jak nic. Myslalam ze bede miec troche wiecej czasu a tu kicha. Dziecko, zajecia, praktyki i ledwo co zdaze sie umyc sama;-)Strasznie mi przykro z tego powodu bo tak bardzo lubilam was czytac a teraz nie mam jak:-(Milo tez bylo sie pozwierzac z problemow a teraz troche tego podochodzilo.
Piszecie o mezach-ja akurat ze swoim nie mam jakichs powaznych zgrzytow, ale jego rodzinka...omal sie nie poplakalam ostatnio musze o tym powiedziec tutaj bo nie ma komu innemu przyjaciolki zyja jeszcze w innym swiecie.
ZAczne od tego, ze maz ma tylko matke i brata, ojciec umarl gdy mial on 3lata. Matka od tamtej pory ma jakies problemy ze wszelkimi kontaktami co jestem w stanie zrozumiec -ale nie zeby przez 30 lat! Zwlaszcza ze to podobno nie byla jej wielka milosc...Ale w to juz nie bede wnikac. W kazdym razie jak sie z nia gada to jest taka milutka i przeslodzona az mdli. O bracie nie wspomne bo on to w ogole traktuje mnie jak ducha co ich odwiedzamy. Tak czy inaczej zaczne od tego: zadne z nich nich nie pojawilo sie na naszym slubie- nie dosc tego, nawet nie zadzwonili ze nie przyjada-czekalismy do ostatniej chwili z rozpoczeciem uroczytsoci, a potem nie uslyszelismy zadnych gratulacji-NIC ( o prezencie to nawet nie wspomne). Tym podpadli mi okropnie ale postanowilam ze w stosunakch z nimi bede po prostu poprawna- bez zadnego podlizywania ale OK. Gdy urodzilo sie dziecko moj m dostal sms- "Arturku gratulujemy potomka"-o mnie ani slowa bo i po co w koncu dziecko rodzi sie "samo". Po wczesniejszych akcjach od razu wiedzialam ze nie ma co liczyc aby przyjechali chociaz na godz zobaczyc Maje-przeciez sa zdjecia.
Ale pare dni temu miarka sie przebrala- bylismy u wujka mojego m w owiedziny z mala. Niestety zle znisola podroz i cala wizyte prkatycznie tylko plakala . 2dni potem Artur dostal telefon-od swojej mamusi- ze co my wyrabiamy, ze wozimy dziecko w jakims foteliku a powinnismy na rekach (!!!).Powiedziala ze nie umiemy zajmowac sie dzieckiem, ja jestem mloda i niedoswiadczona i nic nie wiem jak sie z nia obchodzic a potem mi caly czas placze. Bylam wsciekla, dobrze ze mnie nie bylo przy tym telefonie bo zwyzywalabym ją z gory na dol.... w A tez cos peklo, pomimo ze zawsze ją tlumaczyl i probowal zrozumiec powiedzial ze gowno ją to obchodzi to nie jej dziecko i ma nie dzwonic ani w ogole sie odzywac. A ona nic,obeszlo ją to chyba z daleka....
Uff wygadalam sie ale jest mi tak strasznie przykro...teraz nawet jak to pisze to mam łzy w oczach, czemu trafila mi sie taka tesciowa i w taki sposob mi zycie zatruwa....