Teoretycznie - jestem w pracy.
Praktycznie - siedzę w pokoju socjalnym i ryczę... a właściwie dochodzę do siebie bo ryciu! Wkurzyłam się na kierownika działu płac u mnie w pracy bo poszłam do niego upomnieć się o ponowne naliczenie wynagrodzenia za poprzedni miesiąc (już trzeci raz w tym miesiącu, ale tym razem z pismem). Gdy powiedziałam że wg tego co sama sobie wyliczyłam i przepisów kodeksu pracy moja pensja powinna być wyższa... W moim zawodzie niestety część zarobku to dodatek za pracę w godzinach nocnych (pielęgniarka). Wg prawa nie wolno mi w takich godzinach pracować ale pracodawca musi wypłacać mi dodatek wyrównawczy ponieważ nie mogę mieć niższego niż wcześniej wynagrodzenia. Niestety pan kierownik zachował się tak, że lepiej nie mówić. Powiedział mi jako komentarz, że chyba nie myślę, że "za darmo będą mi płacić"...

A jak mi nie pasuje to zawsze mogę iść na zwolnienie. Aha, pisma też nie przyjął...