Witajcie,
Ja kontroluję sobie to moje ciśnienie i wychodzi mi, że cierpię na "syndrom białego fartucha". Otóż w domu mierzę sobie takim nadgarstkowym dwa razy dziennie i jeszcze nigdy nie przekroczyło 120/70. Natomiast w przychodni mam zazwyczaj coś koło 138/80. Wczoraj z ciekawości wzięłam mój nadgarstkowy do przychodni i co się okazało? - też wyszło mi to ciśnienie takie podwyższone. A w domu potem znów dużo niższe. Tak że uspokoiłam się trochę, chociaż kawy to ja się już nie tknę.
Co do nospy, to też mam ją łykać 3x dziennie na to ciśnienie, ale tak się zastanawiam nad zmniejszeniem tej dawki do jednej dziennie - skoro w domu mam ciśnienie całkiem niskie...
Czytam o Waszych różnych bólach i rozchodzeniu się i nie wiem, co o tym myśleć, bo mnie nic a nic nie boli - śpię super, budzę się tylko na obowiązkowy kibelek i zasypiam od razu. Śpię na boku, najczęściej na lewym, czasem na prawym. W biodrach mam trochę więcej, ale niewiele, w ogóle jakiegoś szczególnego rozchodzenia się nie zaobserwowałam. I mam 4 kg "do przodu" - mam nadzieję, że to nie jest za mało... Mnie jedynie od czasu do czasu boli dość mocno głowa -tak raz w tyg mniej więcej.
I jeszcze jedno - wczoraj kupiliśmy z M wreszcie porządne łóżko do naszej sypialni i meble do salonu - mają dojść przed świętami, ale się cieszymy:-)
Aha - przez ostatni tydzień moja Dzidzia tak słabiej kopała, tzn czułam ją codziennie ale rzadko, ale dziś co chwilka daje znać o swoim istnieniu - uwielbiam to!:-) Więc tak sobie myślę na przyszłość, że Maluszki rzeczywiście mają okresy wzmożonej ruchliwości i spokoju.