reklama

Nasze porody

reklama
Dołączył(a)
22 Styczeń 2009
Postów
2
Rozwiązania
0
Ze mną było tak: termin miałam na 19.04 więc tego dnia zjawiłam się w szpitalu z nadzieja że powiedzą iż wszystko jest ok i wypuszczą (naiwniara) oczywiście kazali zostać chociaz żadnej akcji niebyło, cisnienia z wrażenia miałam 150/100 i gdyby nie mąż tobym chyba zginęła tam. Weszłam na salę "przedporodową" a tam 2 dziewczynki które od tygodnia "czekaja" na poród i co im trzecia dokoptują to zaraz rodzi a one zostaja. :szok:No ładnie...pomyślałam teraz będę tu kisła przez tydzień! W nocy nie mogłam spać bo Wojtuś strasznie-jak nigdy-"rzucał się" w brzuchu. Na drugi dzień po południu zaczęło mi się "chcieć coś " i biegałam do łazienki oczywiście bezefektywnie. Odwiedził mnie kolega rezydent ginekologii (tydzień wcześniej byłam po drugiej stronie barykady jako stażystka na ginekologii, a że ciężarna i zaraz wróci jako pacjentka to mniejsza z tym). Powiedziałam mu że generalnie to się trzymam ale teraz to juz sama nie wiem. Spojrzał wymownie na mojego męża, a ja pobiegłam do kibelka. Potem trzęsienie rąk, potem usiadłam na chwile i przed 21.00 poczułam skurcz macicy-niebolesny, inny niz zwykle (wcześniej miałam bardzo regularne i dość silne skurcze przepowiadające ale to coś zupełnie innego). po godz. takich "innych" poszłam do położnej i powiedziałam że chyba się zaczęło, ona mnie zbadała i kazał jechać mężowi do domu bo do porodu to jescze ho ho:eek: troche mnie to załamało bo skurcze już mi dokuczały nieźle. Oczywiście ze mąż nigdzie nie pojechał tylko siedzieliśmy w sali, moje współlokatorki zerkały spod kołdry, choć udawały że śpią, ale ich wielkie oczy świeciły w ciemnościach:szok:. Po 3 godz zadzwoniłam do kole`gi rezydenta i powiedziałam że rodzę chociaz Panie położne mówią że nie. Wjechał na górę, zjechał je a one w zaparte że nic im nie zgłaszałam, ale nie miałam siły się kłócić. Pamiętam jak martwiłam się że podczas porodu nie dadzą mi chodzic, a wtedy była to ostatnia rzecz na jaka miałam ochotę. Po znalezieniu sięna porodówce przypomniało mi się że nie miałam lewatywy i wtedy w kibelku też nic nie zrobiłam więc co...kierunek wucet:-p Tam przesiedziałam kolejne 2 godziny i mąż właściwie siła mnie zdjął stamtąd bo bał się że urodze (ostatnio odkryłam że niektóre kobiety sedes podświadomie wybierają jako super pozycje w której dziecko ma prostsza drogę i szyjka rozwiera się szybciej). Jak już mąż doholował mnie do łóżka, podłączyli ktg, a ponieważ szyjka rozwierała się wolno położna zafundowała mi masaż szyjki (gorszy niż wszystkie skurcze razem wzięte ale b skuteczny). Potem pękł pęcherz i mnóstwo wód wypłynęło (pomyślałam że nic tam z dziecka nie zostało bo miał byc hypotrofik, ale nic rodziłam dalej między skurczami przysypiałam, potem już zachciało mi się wymiotować a potem położna stwierdziła że jest 10 cm rozwarcia. Ponieważ wcześniej na stażu widziałam nie jeden poród kleszczowy więc postanowiłam wypchnąć małego ekspresowo i tak też było - raz tylko wymieniłam powietrze. nacięcie nie bolało bo wiedziałam że wtedy muszę "dopychać". Z persoektywy czasu myślę że mogła w 2 fazie urodzić spokojniej i bez nacięcia (next time:-)). mój hypotrofik okazał się ponad 4 kg noworodkiem (nie dajcie się zwiariować USG). Myślę że poród to coś NAJPIĘKNIEJSZEGO na śiwecie i chciałabym go przyeżyć przynajmniej jeszcze z raz. Aha, te dziewczyny które rodziły , wiecie przecież że to nie "bółe"porodowe, tego nie można tak nazwać i porównać do bólu- to uczucie z innej kategorii (choć tak niemiłe jak silny ból, ale zupełnie coś innego, poprostu skurcze). Niedłudo postaramy się o drugie dziecko, już nie mogę się doczekać!!
 

Nowe wątki

reklama

Konkursy i testy

Konkurs

Odważnie, lecz bezpiecznie – instakonkurs z Bella Baby Happy

Zgłoszenia przyjmujemy do 04/07/2019

Test

Przetestuj Mleczko ochronne SPF 50 o zapachu wanilii Lirene KIDS

Zgłoszenia przyjmujemy do 12/06/2019

Nowe pytania

Do góry