Ze mnie tez jest straszna ponikara.Na sama mysl o porodzie robila mi sie slabo,wymyslalam sobie,ze dzizdzia bedzie duza,ze sie nie zmiesci,zaklinuje i takie rozne rzeczy.Tymbardziej ze w ciazy potrafila mi robic psikusy typu np. przy kazdym sprawdzaniu tetna sie wiercic ze puls wychodzil nierowny i wkoncu spedzilam pare dni na patologi by sprawdzic czy wszystko dobrze to byl tak 32 tydzien.Na szczescie okazalo sie byla wszystko dobrze.26 stycznia o 22.00 lezac juz w lozku zaczely mi uchodzic wody,dzialo sie to tak powoli i tak stopniowo ze myslalam ze popuszczam poprostu ze ten moj maly szkrab mnie tam gdzies cisnie na pecherz i popuszczam.Tylko ze to trwalo za dlugo,tak po 24 obudzilam moja mamusie z wiadomoscia ze musialybysmy juz jechac powoli(mama na to zaspana bym poczekala do rana),ale po chwili przemyslala cala sytuacje i to wlasnie ona wpadla w najwieksz apanike,zaczela pokowac rezczy do SPAKOWANEJ juz torby,biegac jak oszlala no i wogole troche z niej smiechu mialam.W szpitalu bylysmy o 2 w nocy.Aha co zapomnialam dodac na poczatku,przez cala ciaze mowilam ze bym chciala miec cesarke bo sie boje ze sie cos zlego stanie z moja dzidzia przy porodzie.Tak wiec jestem juz w szpitalu,boli jako takich ,strasznych jeszcze nie mam.Panie polozne zrobily mi wywiad,ogolily mnie,zrobily lewatywe,zostalam jeszcze zbadane no i na porodowke.Rozwarcie mialam 2.Tak gdzies o 3.30,nie pamietam dokladnie ale gdzies kolo tej godziny,naszly mnie takie bole ze myslalm ze zjem moja mame(byla ze mna przy porodzie),polozna przyszla dala mi cos na znieczulenie(czopek) i co by sie szyjka macicy szybciej rozwarla.Jeszcze dwa razy mialam KTG robione,drugi raz dlatego ze moje malenstwo sie nic przy pierwszym razie nie ruszylo.Meczarnia to byla straszna,bo przy skurczach nie umialam ulezec w miejscu a to byla trzeba tak okolo pol godzinki.No ale jakos dalam rade,sama nie wiem jak do tej pory.O godz gdzies tak 7 bylo juz widac glowke i bylo ja tak widac do okolo 10,nagle wchodzi czterech lekarzy.wpadlam w taka panike ze to jest nie do uwierzenia,zaczelam plakac,chyba nawet krzyczec ze sie cos dzidzi dzieje ze by cos zrobili.Moja mame wyprosisli.Cala czworka po kolei mnie jeszcze przebadala ,stwierdzili ze sprobujemy ostatni raz naturalnie,a jak nie pojdzie to ciecie.Jeden podszedl z boku i przy skorczu jakparlan zaczal mi piescia na brzuch a calej sily naciskac(wczesniej sie naogladalam dokumentow co lekarze "wyciskali" dzieciaczki i one sie rodzily z urazami glowy badz martwe),zaczelam krzyczec,plakac.Dzidzia sie ruszyla milimetr.Jeden z lekarzy sprawdzil czy da sie ja wepchnac spowrotem i tyle szczescia ze sie dalo i nie musieli ja wyciagac kleszczami badz proznaciagiem.Zrobili mi znieczylenie miejscowe,chociaz chcialam byc uspiona,tylko ze polozna jedna taka fajna mi wytlumaczyla ze tak bedzie lepiej i dl amnie i dla dzidzi.Zakryli mnie parawenem,ja i tak wszystko widzialam bo ktos madry powiedzial mi wczesniej ze to sie w tych lustrach odbija przy swiatlach co sa.O 11.15 urodzila sie Milenka,dostala 10 pkt,mierzyla 56 i wazyla 3500.