A ja doniose tylko, ze dotarlismy bez problemow (maluchy mi sie na medal spisaly choc zmeczenie bylo widoczne i dalo sie we znaki zwlaszcza Julkowi) i gotujemy sie w tutejszych klimatach (33 stopnie i ta wilgotnosc - ble - nienawidze takiego lata). Czasu niestety malo bo maz wyjechal sluzbow od razu nastepnego dnia po przylocie i do niedzieli siedze sama. W sumie nie jest zle ale wieczorami juz niejako zapobiegawczo przed 22 jestem w lozku - no bo nigdy nie wiadomo jaka noc nas czeka. No i pogoda tez niezle przyczynia sie do zmeczenia i chorob (na zewnatrz upaly a w domu airco i zima w nocy) - bo zaczynalo mnie cos brac ale chyba sie nie rozkreci po zaaplikowaniu kilku dostepnych pod reka srodkow (oby!)
Przy okazji witam wszystkie powracajace z 'wojazy':-)
No i spoznione: Mamootku milego mazurowania!