reklama

Odskocznia;))))

reklama
Wioluś,
w sobotę zrobiłam torcik z przepisu od Ciebie......Powiem Ci tak.....zaje**isty!!!!!!!
Tylko nie wiem dlaczego, ciasto troszkę mnie się rwało przy rozwałkowywaniu....i w środku do końca się nie upiekł....taki kluch się zrobił miejscami, ale ogólnie 1 klasa!!! Dziękuję raz jeszcze:-)
 
Wioluś,
w sobotę zrobiłam torcik z przepisu od Ciebie......Powiem Ci tak.....zaje**isty!!!!!!!
Tylko nie wiem dlaczego, ciasto troszkę mnie się rwało przy rozwałkowywaniu....i w środku do końca się nie upiekł....taki kluch się zrobił miejscami, ale ogólnie 1 klasa!!! Dziękuję raz jeszcze:-)

Mnie zawsze wychodził super...
Cieszę się, że smakował....
 
Nic nie poradzisz...
Najgorsza jest ta moja bezsilność...
Bo chciałabym pomóc
Chciałabym to od niego zabrać
a nie mogę...
A poza tym martwię się,
bo widzę jak jemu jest ciężko....

Kochanie....niezbyt wiem i rozumiem o czym/kim piszesz, ale zawsze jest jakieś lekarstwo, choćby działające na chwilkę ... A z bezsilnością...cóż....chyba po to jest, żeby nie można było nic zrobić, zadziałać, znaleźć złotego środka, byłoby zbyt łatwo w życiu.....może z biegiem czasu wszystko samo się ułoży ...
Ale nie trać nadziei.....i wiary .... z uśmiechem na twarzy można więcej zdziałać....mimo iż boli....
Jestem z Tobą Słońce...chciałabym Ci pomóc....
 
Moniczka, cześć słonko:-)
Ja od baaaaardzo wczesnego ranka na nóżkach. Byłam już biegać, zakupki zrobione, na obiadek przygotowane, ciasto się piecze....weekend zleciał bardzo szybko, w tym niedziela była dość krwawa. Pół niedzieli przesiedzieliśmy z psem u weterynarza. Mój nadpobudliwy psitek wyrwał sobie aż do mięska pazura, pół domu było we krwi, bo latał jak oszalały.....pani weterynarz musiała mu podać narkozę...i wyrwała resztę szpona....masakra.....drugie pół niedzieli się wybudzał.....robiąc różne śmieszne rzeczy.....;-)
A jak Ty skarbek się czujesz???
Oj to już sporo z rana zrobiłaś :)
Piesek wariat hahahha mój sobie łapkę zwichnął ostatnio w ogóle jakiś dziwny się zrobił w lutym będzie miał 8 lat i chyba starość mu już doskwiera.
A dziękuję Kochana Ja się czuję dobrze ale nie mogę siedziec ostatnio :wściekła/y: Czuje się jak by prawe żebro mi się w coś wbijało nie wiem co to jest :-( a w ogóle siedzę jak na szpilkach ostatnio bo równo za tydzień mój chłop wróci do domu :szok: normalnie jedno uczucie to wielkie szczęście a drugie jakiś strach nie wiem przed czym :eek:
Nic nie poradzisz...
Najgorsza jest ta moja bezsilność...
Bo chciałabym pomóc
Chciałabym to od niego zabrać
a nie mogę...
A poza tym martwię się,
bo widzę jak jemu jest ciężko....

Nic nie rozumiem Kochana z tego co napisałaś ale mam nadzieję, że wszystko się ułoży jak najlepiej!
 
Chodzi o mojego D...
Nigdy go nie widziałam w takim stanie...
Ta praca....
Ja nie wiem jak on w niej wytrzyma do wiosny...
On się w niej spala...
Dosłownie...
Ja widzę, jak on gaśnie w oczach...
Już nie jest taki radosny i wesoły jak kiedyś...
Boję się o niego...
Dziś jechał do pracy ze łzami w oczach...
Ale musi tak pracować...
Bo nie ma wyjścia - musi nas utrzymać...
Żeby jeszcze kasa, którą zarabia byłą wystarczająca...
Ale nie jest...
Najgorsze jest to, ze ja nie mogę mu pomóc...
Bo skoro chcemy skorzystać z tych dotacji unijnych,
to ja MUSZĘ być bezrobotna,
a u nas pracy na czarno nie znajdę...
Tym bardziej, że ja muszę opiekować się Kacprem
i mogę pracować tylko 8.00-16.00...
I to jest najgorsze...
Że niby wiem, że skoro taką decyzję podjęliśmy,
to musimy liczyć się z konsekwencjami i w ogóle,
a mimo to jest mi tak cholernie ciężko z tą bezsilnością
z tym czekaniem na cud...

Sorki dziewczyny, ze wam się wymarudziłam, a w realu wypłakałam,
ale...

 
reklama
Chodzi o mojego D...
Nigdy go nie widziałam w takim stanie...
Ta praca....
Ja nie wiem jak on w niej wytrzyma do wiosny...
On się w niej spala...
Dosłownie...
Ja widzę, jak on gaśnie w oczach...
Już nie jest taki radosny i wesoły jak kiedyś...
Boję się o niego...
Dziś jechał do pracy ze łzami w oczach...
Ale musi tak pracować...
Bo nie ma wyjścia - musi nas utrzymać...
Żeby jeszcze kasa, którą zarabia byłą wystarczająca...
Ale nie jest...
Najgorsze jest to, ze ja nie mogę mu pomóc...
Bo skoro chcemy skorzystać z tych dotacji unijnych,
to ja MUSZĘ być bezrobotna,
a u nas pracy na czarno nie znajdę...
Tym bardziej, że ja muszę opiekować się Kacprem
i mogę pracować tylko 8.00-16.00...
I to jest najgorsze...
Że niby wiem, że skoro taką decyzję podjęliśmy,
to musimy liczyć się z konsekwencjami i w ogóle,
a mimo to jest mi tak cholernie ciężko z tą bezsilnością
z tym czekaniem na cud...

Sorki dziewczyny, ze wam się wymarudziłam, a w realu wypłakałam,
ale...

Może spróbujcie razem poszukać innej - lepszej pracy dla D .... może warto usiąść, zastanowić się co chciałby w życiu robić, gdzie pracować...czym się zająć i dążyć do tego...małymi kroczkami ... przecież miał plany otworzyć sklep?! I co?? Zacznijcie działać w tym kierunku! Idźcie na żywioł....czasem warto zaryzykować, tym bardziej, że sklep potrzebny jest zawsze i wszędzie....Dacie radę! Tylko wszystko z odpowiednim nastawieniem i planem!!! A Ty kochana po prostu przy nim bądź...nic innego zrobić nie możesz....wspieraj go słowem...gestami...postaraj się, by nie myślał negatywnie o aktualnej pracy...przecież to wszystko przejściowe....
I Wy zaznacie tego "cudu", trzeba działać, pozytywnie sie nastrajać i nie poddawać....Wiem, że łatwo pisać/mówić....ale uwierz mi..mówi Ci to osoba, która w życiu przeszła wiele....która jeszcze z 6 lat temu jadła suchy chleb, bo tylko na tyle wystarczało...
I nie "sorkuj" nam tu...od tego jesteśmy, żeby wysłuchać....doradzić...i jak zajdzie potrzeba dać kopa;-)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry