anty...wiem,ze tam nie jest tez cudownie...mamy wiele osob,ktore powyjezdzalu min.do anglii,norwegi i szkocji...wiadomo,ze tam zycie jest drogie,ale i zarobki inne...nie wiem czy mieli bysmy zostac tam na stale...wiem za to jak tu jest...jak jest ciezko zwiazac koniec z koncem jesli ma sie dziecko...tutaj nie ma miesiaca zebysmy nie musieli pozyczac...nie chce tak zyc.nie chce by moje dziecko bylo wytykane palcami,ze jej rodzice wciaz maja dlugi,a ona nie moze miec tego co rowiesnicy...po znajomych widze,ze jesli tu wracaja zawsze wlasnie z tesknoty to i tak wracaja za granice,bo tesknota sie czlowiek nie nakarmi...kolega wyjechal do londynu 8lat temu...poznal tam polke,maja coreczke...po 3 latach przyjechali tutaj...byli pol roq...nie dali rady sie utrzymac.on po zawodowce,ona po ogolniaku-tak jak u nas...wrocili tam z powrotem...teraz ich cora chodzi tam do szkoły,kupili dom,maja dwa autka...pisalam z nim kiedys..owszem mowil,ze zycie tam to nie bajka,ze trzeba tyrac,ale wie na co tyra,wie,ze moze godnie zyc tam z rodzina,moze wyjechac na wakacje,a tu tyralby na rachunki i wynajete mieszkanie,a pozniej na kredyt,ktory musialby spalac do konca zycia...tu nie ma przyszlosci zadnej...nie chce zyc jak moi rodzice,tesciowie...kazdy z tad ucieka...ostatnio zalozylam konto na fc,wczesniej nie mialam i bardzo sie zdziwilam jak ujrzalam,ze polowa znajomych z lo wyjechala za granice...moja kuzynka z ktora niestety nie mam kontaktu byla w angli 5 lat.wrocila tutaj i z tego co slyszalam załuje,ale tam juz nie ma do czego wracac...tutaj tyra w markecie za grosze...inni znajomi sa w szkocji.mowia,ze zycie ciezkie i drogie,ale nie narzekaja.maja dobra robote.ona sprzata w domu starosci jej facet pracuje przy rybach...sa juz tam tez z 5 lat.jej mama zyla zawsze w nedzy.teraz jej zycie sie odmienilo.corka pomaga jej finansowo,stac ja na to.wyremontowala jej mieszkanie,o opał na zime nigdy nie musi sie martwic...wiem,ze w innym kraju tez moze byc ciezko,realia nie musza byc kolorowe,ale warto sprobowac...duzo osob sprobowalo i jest im dobrze...a tutaj??? czego sie dorobimy? garba chyba co najwyzej...ja jesio przez dlugi czas nie pojde do pracy,nie oodam Ali do zlobka,a moj maz juz teraz zalamuje rece,bo nie moze nas utrzymac.tyra po 13h,jak wraca do domu to nie ma nawet sily bawic sie z corka,a jeszcze wyrecza mnie i wstaje do niej w nocy...ciezko tutaj jest strasznie...nie chce tak zyc...mam nadzieje,ze ten nasz kolega zgodzi sie zabrac ema ze soba...i,ze w robocie pojda mu na reke skoro i tak jest na liscie do zwolnienia...a jak go zwolnia to nie wiadomo kiedy znajdzie prace i gdzie...bedzie siedzial na kuroniowce za 800zł...wtedy to juz napewno z palcem do dupy nie trafimy...taki kraj...