Dziewczyny dla Waszych Synków
[*]
[*] Tak bardzo mi przykro...
Nigdy o naszych Dzieciach nie zapomnimy i nieprawdą jest to, że czas goi rany, on tylko przyzwyczaja do bólu...
Tak prawdziwe są te słowa ...
Zawsze czytając takie historie myślę, "nie pierwsza, może tym razem ostatnia..." Tak samo myślałam jak mi powiedziano, że nie ma serduszka u mojego dziecka i trzeba zabieg o ile sama wcześniej nie poronię. Nie poroniłam, dostawałam tabletki na poronienie, które nic nie działały. Lekarze się dziwili, że po dwóch dawkach powinnam mieć skurcze, a ja nawet bóli nie miałam. Jak jechałam na fotel by mi włożyli trzecią tabletkę to ryczałam jak dziecko, a nogi to tak ściskałam ... I jak się później okazało ta tabletka też nic nie dała. Lekarz powiedział, że mam bardzo silny organizm i że moje dziecko mimo że takie malutkie też to po mnie odziedziczyło. Zabieg odbyć się musiał, bo groziło rozkładem organizmu mojego dziecka i byłoby zagrożenie dla mnie, Jak wjeżdżałam na sale operacyjną pamiętam cierpienie mojego męża na twarzy i to, że na drugiej sali właśnie urodziło się dziecko i jego pierwszy płacz... Było to straszne. Zazdrościłam, Dzisiaj wiem, że nie powinnam, że powinnam się ucieszyć, że tamtej dziewczynie się udało. Mam do siebie żal za tamte myśli, ale wtedy było to silniejsze ode mnie... Niestety... W przeciwieństwie do Ciebie miałam znakomita opiekę. Nie ważne, która godzina w dzień czy w nocy pielęgniarki były na zawołanie, same sprawdzały mój stan co chwila. W nocy można było rzec, że są upierdliwe, ale dbały i nie mogę nic złego na nie powiedzieć. Przychodziły na każde miałknięcie, na każde "ała".
Dziś jestem w ciąży, ale tamte chwile nigdy nie zapomnę. Zawsze będą moje.