hej lalunie
sorki ze dlugo milczlalam ale czulam sie jak kupa...
brzuch mnie tak okropnie boli (w gornej czesci ze masakra)
2 lub3 dni temu bylam u gp zeby mnie obejrzal, bo juz nie moglam wytrzymac
podotykal brzuch i mowi ze to od zgaghi, mowie losiowi ze nie, ze mnie nie pali w zoladku tylko skora i miecho pod nia jakby, ze to jest nie do wytrzymania ...
no to mowi paracetamol .. jak zwykle,
powtarzam poraz setny ze mam na niego uczulenia, no wiec wzruszyl ramionami i sie glupio usmiechal, pytam to co ja mam robic, popatrzyl w swoj magiczny ntes i mowi, no to wez te tabletki codin czy cos takiego i mowi ze jak bedzie bolec bardzo to brac , ze to jest bezpieczne dla dziecka ...
i ze wysle mi poczta skierowanie na skan.. no to czekam...
ale wczoraj znowu mialam kryzysowa sytuacje
pojechalam do szpitala bo juz do przychodzni nie ma sensu
siedzialam tam od 6-24, no ale sie doczekalam
zrobili mi ktg, ciesnienie pomierzyli i sprawdzili szyjke, bo mowilam ze mam czeste skurcze
ale wszytsko wyszlo ok, przyszedlmdo mnie lekarz i mowi ze niestety ale nie moga mi pomoc, bo poprostu dziecko naciska mi na nerwy i dlatego mnie tak naparza ... jedynie co to duzo lezec i odpoczywac, zeby nie ugniatac tego siedzeniem ... bo jedynie co moze dac to paracetamol a wie ze nie moge
no wiec mu mowie, ze lekarz dal mi te tabsy ostatnio ale ze ich nie zaywalam bo jakos nie czulam sie pewnie zeby je brac... i sie okazl ze dobrze ze nie bralam bo on jest na ten eta ciazy za mocnym srodkiem i absolutnie mi tego brac nie wolno ...
komedia normalnie ..
dlatego dzisiaj lezymy
wstalam tylko do lazienki i zrobic sniadanko