Moj porod niestety do szybkich nie nalezal bo od odejscia wod 19 godzin
15 marzec 3 dni przed terminem: Wieczor zaczelismy z M klotnia, juz nie pamietam o co ale wiem ze sie zdenerwowalam strasznie


pamietam ze M spadla nawet na glowe zabawka dosyc sporych rozmiarow, byla na meblach, dobrze ze nic mu sie nie stalo

potem byl seksik na zgode, poszlismy spac, o 2 w nocy podobnie do Lorelain obudzilo mnie ciepelko w majtach, pomyslalam sobie ale wstyd zlalam sie do lozka i to tak porzadnie


jak juz sie zorientowalam o co biega zaczelam sie cala trzasc jak osika, a serce walilo tak szybko, wzielam ze soba recznik, poszlam do M powiedziec mu co sie dzieje, recznik polozylam na podloge i kucnelam nad nim, nie wiedzialam ze tyle tej wody tam jest

potem bylo liczenie skurczy, prysznic, ogarnelam salon bo nie wierzylam ze M to zrobi jak mmie nie bedzie.... o 6 pojechalismy do szpitala, napoczatku wybralam sobie basenik calkiem przyjemna sprawa, siedzialam w nim pare godzin pociagajac co chwile z rurki gas&air z M na zmiane, bo strasznie spodobalo mu sie takie znieczulanie

wszystko straaaasznie powoli postepowalo, mienelo poludnie, zaczelo sie sciemniac juz tracilam nadzieje ze urodze tego samego dnia:-(ale udalo sie i o 21.03 wypchalam tego mojego szkrabka, polozyli mi ja na piersiach, byla taka malutka ze balam sie jej dotknac

, nie plakala jak zabierali ja na wazenie zobaczylam tylko czarny tylek, okazalo sie ze coreczka nie mogla sie doczekac i zrobila kupke jeszcze w srodku hehe

o polnocy bylismy juz razem na sali, nie spalam cala noc patrzalam tylko na nia i rozmyslalam co to teraz bedzie:-)