Cześć,
pozwalam sobie napisać, ponieważ kończę 10 tydzień, podczytuję tak naprawdę od początku, ale dopiero temat szczepień mnie sprowokował

. Miło mi poznać wszystkie Panie, serdecznie pozdrawiam - jestem mamą (nie jedyną, którą znam, co więcej znam nawet doktora nauk medycznych z podobnym problemem), której synek ma "poszczepienne efekty uboczne". Ma czr ze spektrum autyzmu i epilepsję, alergie na gluten, kazeinę, laktozę i białko jaja kurzego - wszystko ujawniło się po szczepionce (drugiej dawce przeciw pneumokokom). Nam to tłumaczono tak - syf, który jest w szczepionkach jest powodem nieodwracalnych uszkodzeń, ale też nie każde dziecko poddatne jest na ten syf. Zatem tak jak napisało wiele z Was, jest to indywidualna decyzja każdego, tylko, że nikt nie jest w stanie zagwarantować i zapewnić, któremu dziecku zaszkodzi szczepienie, a któremu nie. Pierwszy raz jak trafiliśmy do szpitala na prawie miesiąc, na oddziale panował rotawirus - mój synek też złapał i co dziwne, choć nie był szczepiony przeszedł go dość lekko, w odróżnieniu od dzieci, które były przeciwko rotawirusowi szczepione i również go złapały. Podkreślam jednak, że moje osobiste zdanie jest ukształtowane przez neurologów, których spotkaliśmy na swojej drodze, uważam bardzo dobrych - min. z IMIDZ i CZDz, i niestety każdy w zgodzie ze swym sumieniem podejmuje decyzje - szczepić czy nie, ponieważ ryzyko, że dziecko "nie wytrzyma" szczepienia jest zawsze, ponieważ nikt po urodzeniu nie zdiagnozuje, czy dziecko jest wystarczająco silne na przyjęcie dawek różnych szczepionek. Mam nadzieję, że nie uraziłam nikogo, ale ponieważ jest to temat, który dotyczy mnie osobiście od lat, bardzo chciałam podzielić się refleksjami. Serdecznie pozdrawiam i życzę miłego dnia!