Jestem wyczerpana. Dziś pojechaliśmy do pediatry z tą ranka w odbycie, co zamiast się zagoic w tydzień się pogorszyła. Pediatra stwierdziła, że to szczelina odbytu i wysłała nas do chirurga. Chirurg tę diagnozę i jej leczenie obsmial (Bactroban i Clotrimazol).
Druga sprawa. Młody u lekarki miał 37'C - wysłała nas na pobranie krwi i nastraszyla hospitalizacja

Wydawało mi się, że to normalna temperatura u noworodka, ale nie będę się spierać. Pobieranie krwi to był horror
A poza tym to jestem złą matką w oczach innych. Bo to było tak, że Adi siurnal u pediatry i pomoczyl ubranko. Mieliśmy jedną pieluchę na zmianę, no bo skąd mogliśmy wiedzieć, że czeka nas wycieczka do szpitala. Siurnal drugi raz u chirurga (osiural lekarza). I dostal pieluszke z ligniny. Potem poszliśmy na pobranie krwi. A tam pielęgniarka oburzona co ja za matka jestem, że takie zaszczane dziecko z lignina na pupie mam.
Chirurg oburzony co ja jem, że dziecko ma takie gazy (kuzwa, pierdopędne sucharki!) i wypytuje mnie co jadłam ostatnio. Nie wierzy i robi wykład mężowi, by mnie pilnował. Że nic mlecznego, żadnych soków i napojów. Mięso tylko gotowane, marchewka, żadnych kupnych wędlin i przetworzonych produktów. Warzywa z tych niewzdymajacych. No i, kuzwa, tak jem. Mąż nic z tego nie kleil. W domu ja zaryczana, że z tego, co mamy w domu (żółtego sera i twarozkow nie, wędlin nie, masła nie), to sobie mogę zjeść suchy chleb i sucharki z wodą, a ten mi jeszcze zrobił aferę o to, że nie zjem normalnie.
A, i nie mogę pobrać wyników Adiego, bo wyskakuje błąd PESEL.